• znicze
  • fratelli
  • przyroda
  • encyklika
  • Boska ziemia
  • MNIEJ – smogu, śmieci, bałaganu wokół nas! WIECEJ – czystego nieba, porządku, harmonii i piękna!
  • Konflikty o miejsca przyrodniczo cenne wg ankiety REFA
  • Ekologia to ważna część nauczania Kościoła – wywiad KAI z o. Stanisławem Jaromi
  • Zielone Słowa BOSKIEJ ZIEMI.To przewodnik porządkujący wzajemne relacje Kościoła katolickiego z tematyką ochrony przyrody, środowiska, klimatu i ekologii.

church-climate-change-640px                                                Fot. Susane Nilsson/Flickr/CC BY-SA 2.0

Współautor piątego raportu IPCC, ekonomista i ekolog prof. Tomasz Żylicz przypomina, że choć postępujące psucie klimatu doprowadzi do wielu katastrofalnych szkód, to zahamowanie katastrofy wymaga porzucenia filozofii jednostronnych ograniczeń na emisję i zawarcia porozumienia globalnego. Zobowiązania, które od każdego kraju wymagałoby przyjęcia pewnych ograniczeń. I zadaje nam trudne pytanie: Jak pogodzić owo wymaganie z narzucającą się każdemu chrześcijaninowi dyrektywą, by zacząć od siebie? Czy spodziewana encyklika papieża Franciszka pomoże znaleźć na nie odpowiedź?

Święty Franciszek z Asyżu widział w przyrodzie rzecz nie tylko użyteczną, ale piękną i godną szacunku, jako wspaniałe dzieło Stwórcy. Posługiwał się jednak językiem tak radykalnym, że istniała groźba uznania go za heretyka, jak to się stało z rozmaitymi sektami, które w średniowiecznej Europie podważały naukę Kościoła. Na szczęście, od samego początku Kościół dostrzegał w nauczaniu Świętego Franciszka nie herezję, tylko odkrywcze i trafne odczytanie Ewangelii. Święty Franciszek niezmiennie inspiruje aż po dziś dzień, co znalazło swój wyraz w oficjalnym uznaniu go za patrona ekologów w 1979 r. A przyjęcie jego imienia przez obecnego papieża spotkało się z entuzjastyczną reakcją katolików, którzy od dłuższego czasu oczekiwali od Kościoła energiczniejszego zajęcia się problemami ochrony środowiska.

Szkoda, że dla wielu osób troska o ochronę środowiska kojarzy się dziś niemal wyłącznie z ochroną klimatu. Jest to problem niebagatelny i zasługujący na poważne potraktowanie, ale nie powinien przesłaniać wagi innych zagadnień, które nie straciły swojej aktualności. Kilkanaście lat temu Komisja Europejska zidentyfikowała 14 problemów kluczowych dla ochrony środowiska. Unikalną pozycję zajęła wśród nich różnorodność biologiczna; w przeciwieństwie bowiem do wszystkich innych, jest ona skazana na świecie na uszczerbek niezależnie od tego, ile pieniędzy bylibyśmy gotowi na nią poświęcić. Tylko upowszechnienie franciszkańskiego spojrzenia na przyrodę mogłoby w tym wypadku coś pomóc.

cytat-na-stronieZylicz1

Ochrona klimatu, która zdominowała współczesne myślenie o ochronie środowiska jest ważna. Jednak klimat jest dobrem wspólnym dla całej planety, a jego ochrona wymaga współdziałania wszystkich krajów. Tym różni się od ochrony przed rtęcią, czy azbestem. W przypadku rtęci, czy azbestu swoim indywidualnym zachowaniem mogę wpłynąć na jakość środowiska w bliskim sąsiedztwie. Oczywiście, podejmując ochronę, sprzyjam również sąsiadom, ale chronię przede wszystkim siebie.

Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku ochrony klimatu. Mogę u siebie ograniczać emisję dwutlenku węgla, ale nie przełoży się to na ograniczenie jego stężenia w atmosferze, ponieważ zależy ono od emisji globalnej. Ta zaś – paradoksalnie – może rosnąć w następstwie mojego, zdawałoby się, właściwego działania. W istocie tak się stało od czasu przyjęcia Konwencji Klimatycznej w 1992 r., kiedy to kilkadziesiąt krajów ograniczyło swoje emisje. Światowa emisja dwutlenku węgla wzrosła o 40% (z około 25 do około 35 mld ton rocznie).

Wiele osób narzeka, że stało się tak pomimo lokalnego zmniejszenia emisji. Jednak to nie pomimo, ale raczej na skutek tego zmniejszenia. Istnieją trzy główne mechanizmy tej zależności. Po pierwsze, jeśli jeden kraj zmniejszy swoje zużycie węgla, starając się zmniejszyć emisję dwutlenku węgla, to cena węgla spadnie. Jeśli w tym samym czasie inny kraj nie podlega analogicznym rygorom, to skorzysta z tańszego surowca, zużyje więcej węgla i wyemituje więcej dwutlenku węgla, zwłaszcza gdy jego gospodarka jest mniej efektywna. Po drugie, jeśli jeden kraj podroży swoją produkcję przez przyjęcie jakichś ograniczeń, to owa produkcja może przenieść się gdzie indziej; emisja nie spadnie, tylko przeniesie się do kraju, który takich zobowiązań nie ma. Po trzecie wreszcie, podrożenie produkcji skutkuje zmianami rentowności inwestycji, które przenoszą się tam, gdzie produkcja jest niepoddana analogicznym rygorom.

Istnieją badania naukowe, które dokumentują wszystkie trzy mechanizmy i wyjaśniają, dlaczego Konwencja Klimatyczna oparta na filozofii jednostronnych zobowiązań do ograniczenia emisji dwutlenku węgla nie mogła przynieść spodziewanych rezultatów.

Chrześcijanin ma w tym przypadku niebagatelny problem. Wie przecież, że naprawę świata należy zaczynać od siebie i że powinien postępować dobrze, nawet wówczas, gdy inni tego nie robią. Jednak żadne zasady moralne nie mogą zwalniać chrześcijanina z zachowania roztropności. Jeśli się okazuje, że jakieś działanie – choćby podyktowane chwalebnymi przesłankami – nie pomaga, tylko przeszkadza w rozwiązaniu problemu, to należy je zmodyfikować. W przypadku ochrony klimatu skuteczne działanie wymaga przyjęcia ograniczeń na emisję we wszystkich krajach, a nie – jak dotąd – tylko w kilkudziesięciu, które w latach 1970. zostały uznane za uprzemysłowione (np. Bułgaria należy do tej kategorii, a Korea Południowa – nie).

cytat-na-stronieZylicz2

Niestety wiele osób kierujących się szlachetnymi odruchami nie dostrzega tego, że skuteczna ochrona klimatu wymaga nie działań jednostronnych, ale przyjęcia ograniczeń przez wszystkie kraje. Albo ma wątpliwości, czy bogaci, dla których ograniczenia nie są aż tak dotkliwe, mogą liczyć na przyjęcie analogicznych ograniczeń przez ubogich. Na szczęście ekonomiści wiedzą, że wprowadzenie skutecznego rozwiązania nie wymaga obarczenia ubogich rachunkiem. Można bowiem sobie wyobrazić system zbywalnych pozwoleń na emisję, przyznający krajom limity emisji proporcjonalne do liczby ludności: na początek, powiedzmy, 6 ton dwutlenku węgla na głowę rocznie. Jeśli kraje bogatsze chciałyby wyemitować więcej, to musiałyby brakujące pozwolenia dokupić. Jeśli zaś kraje uboższe wykorzystałyby tylko część przyznanego im limitu, to resztę mogłyby odsprzedać. Dzięki temu nastąpiłby przepływ pieniędzy w kierunku, który wydaje się właściwy.

Entuzjaści ideologii jednostronnych ograniczeń na emisję posługują się rozmaitymi argumentami. Stosunkowo najbliższy racjonalności jest argument, iż przyjęcie jednostronnego ograniczenia na emisję doprowadzi do tak wspaniałego postępu technicznego, że inni spontanicznie będą chcieli przestawić się na nowe technologie. Tymczasem postęp techniczny, owszem, dokonuje się, ale zdecydowanie za wolno, żeby wiatraki i fotowoltaika miały ocalić Malediwy, czy Półwysep Helski. Osoby z krajów ubogich często popierają ideologię jednostronnych ograniczeń, bo przecież jest dla nich na razie nie kłopotliwa, a ewentualne szkody w przyszłości są dość abstrakcyjne, skoro trzeba zabiegać o to, żeby nie umrzeć z głodu już w tym roku. Są osoby z krajów zamożnych, które w złej wierze lansują tę ideologię, kierując się przyziemnymi interesami, aby wyszarpać coś z budżetu, albo pomóc jakiemuś dostawcy technologii. Ale wiele osób popiera tę ideologię w dobrej wierzy, nie zdając sobie sprawy z tego, że nie prowadzi do zamierzonego skutku.

Raporty Międzyrządowego Panelu ds Zmian Klimatycznych (Intergovernmental Panel on Climate Change, IPCC) wskazują, że postępujące psucie klimatu doprowadzi do wielu katastrofalnych szkód. Ta część konkluzji jest dość dobrze nagłośniona. Niestety mniej znany jest fakt, iż zahamowanie katastrofy wymaga porzucenia filozofii jednostronnych ograniczeń na emisję i zawarcia porozumienia globalnego, które by od każdego kraju wymagało przyjęcia pewnych ograniczeń.

Jak pogodzić owo wymaganie z narzucającą się każdemu chrześcijaninowi dyrektywą, by zacząć od siebie? To bardzo trudne pytanie. Być może spodziewana encyklika papieża Franciszka pomoże znaleźć na nie odpowiedź.

prof. Tomasz Żylicz

TomaszZylicz-foto1Tomasz Żylicz – założyciel Warszawskiego Ośrodka Ekonomii Ekologicznej oraz były dziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Recenzował książkę o. Zbigniewa Świerczka, OFMConv, Ekologia – Kościół i Św. Franciszek (Kraków 1990). Autor licznych artykułów naukowych i książek, ostatnio Cena przyrody (Białystok 2014) i The Economics of International Environmental Protection (Frankfurt 2015). Współautor piątego raportu IPCC (Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych).

 

1000 Characters left