• slajd szkola liderow
  • slajd COP 24
  • slajd COP24 1
  • slajd na karuzele 2018 w3
  • slajd czas dla stworzenia
  • Nową propozycją REFAjest Szkoła liderów ekologii integralnej. Jej inauguracja miała miejsce w czasie warsztatów jakie w dniach 6-11.07.2018 odbyły się w Grzybowie...
  • Franciszek do katolickich ekologów z całego świata mówił, że polecenie, jakie Pan Bóg skierował do św. Franciszka, by odbudował jego dom, można odczytać także w sensie ekologicznym. Dziś bowiem w ruinie jest nasza planeta, która pilnie potrzebuje naprawy. Ponownie zwrócił uwagę na pilną potrzebę ekologicznego nawrócenia, zmiany stylu życia i konsumpcji i wspólnych działań na rzecz ekologii integralnej.
  • Przed COP24 w Katowicach: "W kwestiach ekologicznych Kościół w Polsce nie jest biernym obserwatorem rzeczywistości, lecz jest ważnym uczestnikiem debaty". Czy możemy się spodziewać większej aktywności polskiego Kościoła w duchu ekoencykliki Laudato si'?
  • Budujemy sieć kontaktów, szkolimy się, w jaki sposób współpracować na rzecz stworzenia i co powinniśmy zrobić, żeby zwiększyć świadomość katolików w tematach ochrony przyrody, środowiska i klimatu. Szkoła liderów ekologii integralnej jest do tego szansą...
  • O zapewnienie wszystkim dostępu do wody pitnej oraz troskę o źródła, rzeki, zbiorniki wodne, morza i oceany oraz ich różnorodność biologiczną zaapelował papież w swoim przesłaniu z okazji Światowego Dnia Modlitwy o Ochronę Świata Stworzonego...

Dlaczego bezlitosna współczesność nie chce szanować tego, że ludzkie ciało, ludzką fizjologię uformowały miliony lat ewolucji?.. nie chce też szanować tego, że podstawowe ludzkie chcenia, odruchy, więzi uformowały dziesiątki tysięcy lat życia plemiennego i rodzinnego? Dlaczego chce dostosować każdą z nas i każdego z nas do potrzeb rynku, do praw polityki? – pyta w swym kolejnym ważnym tekście Piotr Wojciechowski i zaprasza do pokornego uznanie duchowości tego, co duchowe i materialności tego, co materialne, do szacunku dla praw moralności i natury oraz do postawy pielgrzyma idącego szlakiem Wielkich Pielgrzymów.

NADĄŻAĆ, UCZESTNICZYĆ, NIE ZAGUBIĆ SIEBIE

Pokorne uznanie duchowości tego, co duchowe i materialności tego, co materialne, skłania nas, abyśmy szanowali wszystkie prawa moralności i natury – pochodzące od Boga prawa fizyki, pochodzące od Boga mechanizmy ewolucji, pochodzące od Boga Przykazania i Błogosławieństwa. Jedne ich Źródło, jednaki im należy szacunek. Pamiętać o tym, że brak takiego szacunku przynosi katastrofę to jest bogobojność. Każe ona pamiętać o wieloznaczności naszego bytowania. Jesteśmy ciałem. Ale też mamy ciało. Ale też mieszkamy w ciele. To nasze ciało jest ciałem zwierzęcia, ssaka, jednego z człekokształtnych zwierząt. Jednocześnie zaś zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Przedwiecznego Boga, a w historii Zbawienia Bóg chciał urodzić się w ludzkim ciele.

Bój się Boga – upominamy się wzajemnie. - Bój się Boga, mamo, nie pracuj tyle. Bój się Boga Kasiu, nie pal! Bój się Boga, Robercie, nie gap się bez końca w telewizor… Mówimy tak myśląc – to tylko porzekadło, bo jakże się tu bać kogoś Najlepszego? Kogoś kochającego nas nieskończenie, gotowego wybaczać i uczącego przebaczać siedemdziesiąt siedem razy?

Dziś ekologia musi być o tym, że „bój się Boga” to coś więcej niż porzekadło, że bogobojność jest wartością dla współczesnego chrześcijanina – i to wartością do głębi ekologiczną. Ta wartość jest bardzo stara, więc bardzo głęboko zakorzeniona, wywodzi się już z pierwszych liter Starego Testamentu.

Bóg Abrahama i Jakuba objawiał się Ludowi Wybranemu jako Mocny, Sprawiedliwy, Wierny i Miłosierny. W objawieniach chciał się także nazwać Mściwym i Zazdrosnym – a to dla współczesnego chrześcijanina jest trudne do pojęcia, bo wymaga „wyjścia ze współcześniactwa” – spojrzenia na Bożą pedagogikę z perspektywy historii ludzkiego gatunku, z perspektywy ciągnącego się setkami tysięcy lat „lepienia  człowieka z materii ożywionej”. Było to także lepienie narodu z mozaiki plemion, przygotowywanie narodu do spotkania ze Stworzycielem. Tam, w głębi wieków, jeden z wielu ludów w naturalny sposób oddających cześć siłom natury, górom, drzewom i piorunom, usłyszał nagle Głos, Słowo, Prawdę. Jeden z wielu ludów został wezwany do porzucenia bożków z gliny, drewna, srebra i złota, został wezwany do tego, aby zaufał i oddał cześć Bytowi Pierwszemu, Jedynemu i Niewidzialnemu. To w tamtych czasach dostaliśmy dar bogobojności, przykazanie bogobojności.

Dziś najgłębszym sensem tego przykazania jest wezwanie i ostrzeżenie. Wezwanie wzywa nas, abyśmy siebie i świat potraktowali jak najbardziej serio, abyśmy szanowali przede wszystkim swoją własną rozumność, duchowość tego, co duchowe, materialność tego, co materialne. A ostrzeżenie ostrzega przed konsekwencjami głupoty i nieodpowiedzialności. Jeśli porzucając rozum zaufamy zachciankom, promocjom, ideologiom, jeśli pozwolimy sobie na zgłupienie, wpakujemy siebie i świat w takie tarapaty, że trzeba będzie uruchomić inne porzekadło: „Święty Boże nie pomoże”. Bo i w Nowym Testamencie jest ostrzeżenie mówiące o „grzechu przeciwko Duchowi Świętemu”. To prawda, niestety, że ten grzech nie może być odpuszczony. Bo nagle nie ma komu odpuszczać. Głupiejąc na własne życzenie unieważniamy się, rozmazujemy swoją osobowość, chowamy się przed Bogiem w gąszcz przedmiotów. Ekologiczna bogobojność nakazuje nam szanować Boże prawa – i na równi z nimi - Boże Przykazania, Błogosławieństwa, prawa fizyki i fizjologii. Ich Źródło jest jedno – Mądrość Przedwieczna. Ich lekceważenie sprowadza klęski.

Kto potraktuje na serio grawitację, nie będzie kładł bardzo ciężkich przedmiotów na bardzo wysokich półkach. Bo ciężar spadnie, łeb rozbije, kości połamie. To przykład prymitywny, ale przekonywający.

Dzisiejszy świat jest niełatwy, co gorsza - jest zamaskowany. Ukrywa przed nami wiele cech swojej natury – a w tym ukrywaniu bierze udział rynkowy i polityczny mechanizm promocji. Bardzo łatwo ludzie porzucają zdrowy rozsądek, aby dać się przekonać, że ich własne zachcianki i ciągoty ubrane w togę Wolności mogą stać się prawem. Nie ma rady, siedzimy w tym współczesnym świecie, nie uciekniemy spod ostrzału promocją. Trzeba się uzbroić w stary pancerz bogobojności. Pokorne uznanie duchowości tego, co duchowe i materialności tego, co materialne, skłania nas, abyśmy szanowali wszystkie prawa moralności i natury – odnoszące się do naszego pożywienia, naszego krajobrazu, wód i atmosfery, zasobów leśnych, rolnych i kopalnych. Ale to samo pokorne uznanie duchowości tego, co duchowe i materialności tego, co materialne, powinno nas specjalnie uwrażliwić na tę osobliwą sferę, w której duchowe spotyka się z materialnym. Człowiek, każdy i każda z nas, jest takim terenem spotkania. Człowiek ma swoją materialność i swoją duchowość. Streszcza się to w pewnej wieloznaczności naszego bytowania. Jesteśmy ciałem. Ale też mamy ciało. Ale też mieszkamy w ciele. To nasze ciało jest ciałem zwierzęcia, ssaka, jednego z człekokształtnych zwierząt. Jednocześnie zaś zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Przedwiecznego Boga, a w historii Zbawienia Bóg chciał urodzić się w ludzkim ciele. Jeśli nie chcemy popaść w głupstwo, nie możemy zanegować żadnej z tych prawd w swoim postępowaniu.

Jak garncarz posługuje się kołem garncarskim, aby uformować naczynie, tak Bóg posłużył się ewolucją, aby uformować naczynie, w które tchnął Ducha, uformował ludzi. Myśląc o człowieczeństwie, posługując się naczyniem swojego ciała, nie możemy lekceważyć  Bożego narzędzia ewolucji.

Bezlitosna współczesność nie chce szanować tego, że ludzkie ciało, ludzką fizjologię uformowały miliony lat ewolucji, nie chce też szanować tego, że podstawowe ludzkie chcenia, odruchy, więzi uformowały dziesiątki tysięcy lat życia plemiennego i rodzinnego. Bezlitosna współczesność chce na chama dostosować każdą z nas i każdego z nas do potrzeb rynku, do praw polityki. To przykre, ale nie mamy innego środowiska do życia, jak bezlitosna współczesność. Musimy więc uczestniczyć w niej, nadążać za wariackim tempem zmian technologicznych. A skoro nadążając i uczestnicząc nie wolno nam zagubić się, musimy cały czas prowadzić niełatwą podwójną grę – w naszym doganianiu, uczestniczeniu trzeba nam jednocześnie pamiętać o skarbach duchowych Ewangelii i o zdrowym rozsądku jaki ukształtował się w historii plemiennej, w czasach Starego Testamentu, w historii narodowej także.

Jest takie miejsce, w którym przebiega pierwsza linia frontu dzielącego nacisk promocji, ciśnienie rynkowych mediów od naszej tradycji, naszego rozsądku. Tak się też dziwnie składa, że ten teren zaciętej walki jest również przestrzenią spotkania tego, co w człowieku duchowe, z tym, co materialne. Ten teren to tkanka nerwowa, centralny układ nerwowy – mózg, szara substancja w mózgu. Tam też zapadają wszystkie decyzje dotyczące naszego życia, w tym decyzje ekologiczne  – dotyczące żywienia, kształtowania krajobrazu, ochrony wód i atmosfery, zasobów leśnych, rolnych i kopalnych.

Jest wiosna, spod śniegu w miastach wychodzą hektary żałośnie zaśmieconych trawników, parkingów, zdewastowanej „ziemi niczyjej”. Cieplej się robi, więc w smogu mniej jest zanieczyszczeń pochodzących z opalania mieszkań i domów. Przybywa za to trucizn z silników aut – bo z wiosną jeździ się więcej i dalej. Na stołach bardziej kolorowo – będzie przybywało nowalijek. Spłynęły lody – więc wodniacy myślą o swoich łodziach, kajakach, żaglówkach. Cała sfera spotkania człowieka z krajobrazem i przyrodą ulega aktywacji,  wzmaga się działanie ludzi – zarówno chroniące przyrodę, jak i grożące jej. Co więcej, to działanie ulega uspołecznieniu, bo ludzie łączą się aby podjąć trud, albo oddać się odpoczynkowi. Jest jak co roku, a przecież chcemy, aby było lepiej. To dlatego przypomnienie o bogobojności, o ostrożnym stosunku do działań rynku, polityki i mediów. Jeśli chcemy naprawdę zrobić krok ku poprawie, musimy na nowo wziąć pod ochronę swój system nerwowy, to co rządzi i decyduje. Nie przeciążać go pracą czy informacją, nie zatruwać nadmiarem leków, alkoholem, nikotyną, obmyć modlitwą, zapewnić odpoczynek w zieleni, zanurzyć w dobrą muzykę, żywić kontaktem ze sztuką i malarstwem, z literaturą. Pomyśleć też o dziedzictwie plemiennych tysiącleci – spojrzeć na więzy rodzinne i na więzy łączące rodziny, na potrzebę i godność bycia sąsiadem. Zmniejszyć „protetykę społeczną” kontaktów telefonicznych i internetowych, zrobić krok ku prawdzie spotkania, prawdzie osobistej rozmowy, pomyśleć o tkwiącej w naszej podświadomości potrzebie świętowania, potrzebie „uczty plemiennej”. Przecież w parafii jest miejsce, aby ludzie spotykający się w miarę regularnie z Chrystusem, spotykali się więcej ze sobą – aby „znak pokoju”, uścisk dłoni podczas Mszy Świętej rozszerzyć, nasycić prawdą wspólnoty. Te ogólnikowe wezwania wydają się pewnie większości czytających banalne i nierealne. Jest jednak pewien tajemniczy zabieg, który może tchnąć życie w te poczciwe wezwania. Porzuć mniemanie że jesteś. Poczuj się pielgrzymem, poczuj, że słowo „jestem” tak naprawdę jest zastrzeżone dla Tego, który się przedstawił Mojżeszowi „jestem Który Jestem”. Być po człowieczemu, to rodzić się do każdego nowego dnia, rodzić się do każdej chwili, do każdego zadania. „Jestem” zatrzymuje nas w miejscu. Kto się rodzi – jest w drodze.

Piotr Wojciechowski

1000 Characters left