• Karuzela e learning2
  • slajd szkola liderow 2019
  • slajd smog
  • slajd sarny
  • slajd rolnictwo spol
  • Zapraszamy Cię do udziału w kursie internetowym ekologii integralnej Szkoły liderów ekologii integralnej REFA!
  • Chcesz współtworzyć ruch chrześcijan zaangażowanych w kwestie ekologiczne? Widzisz konieczność działania w swoim środowisku i potrzebujesz inspiracji?
  • Dwa słowa są dziś słyszane głośniej niż inne, budzą mocniejsze emocje. Obydwa wzięte z angielskiego. Pierwsze oznacza najbardziej aktualny problem ekologiczny, drugie równie wielki problem z dziedziny moralności i komunikacji społecznej.
  • Słuchając kolejnych wypowiedzi dotyczących ochrony przyrody, zwykły obywatel często ma wrażenie, że, w toczącej się dyskusji, postrzegany jest jedynie jako element szkodzący przyrodzie. Używane słownictwo potęguje wrażenie oderwania interesów ludzkich i przyrodniczych, poprzez co część społeczeństwa z rezerwą przyjmuje apele o działania na rzecz środowiska. Odpowiedzią może być ekologia integralna.
  • Coraz więcej w nas zainteresowania skąd pochodzi żywność, którą wrzucamy do koszyka. Zwracamy uwagę na etykiety, pytamy o producenta, zastanawiamy się nad drogą, jaką nasze jedzenie przebyło. Jednym z modeli wytwarzania i dostarczania żywności ze znanego źródła jest Rolnictwo Wspierane przez Społeczność.

Książka o Bogu i Jego stworzeniach. O Życiu, którym Bóg jest i o wspólnocie – w której dzieli się swoim życiem. To również książka o człowieku, który zdradził Boga zostawiając na świecie więcej śmierci, niż życia, po której inaczej spogląda się na świat. O książce Szymona Hołowni „Boskie zwierzęta” jest głośno, bo ona zmienia czytelnika, jest manifestem zapraszającym do konkretnego czucia rzeczywistości i zmiany podejścia do wszystkiego co wokół nas. Łatwo zauważyć, że Autor kilkakrotnie odwołuje się do działań REFA i publikacji o. Stanisława Jaromiego. Publikujemy jej prezentację autorstwa Antoniego Kardasa.

„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni to książka ekscytująca, mocna, bardzo barwna, czasem żartobliwa, czasem złośliwa. Pisana językiem, by tak rzec, odblaskowym. Mimo tego – jest to książka bardzo głęboka. Gdzie wielkiej faktografii, pełnej danych, statystyk, konkretnych, często drastycznych przykładów, towarzyszy jednak nić, która łączy te wszystkie strzępy i tka z niej główne myśli książki: Bóg jest życiem – a więc my mamy być życiem – my, ludzie, nie oddzieleni od reszty stworzenia, ale razem z nim, mamy wychwalać Boga, a nie być przyczyną jęków stworzeń. I ta myśl nie jest jakąś peryferią chrześcijaństwa, jego nowością, jedną z opcji, ale wypływa z rdzenia chrześcijańskiego orędzia. Życie i wspólnota. To główne myśli tej książki. I oczywiście ta, tytułowa – zwierzęta są boskie, nie ludzkie. Należą do Boga, nie do nas.

Książka ta po pierwsze zawiera wizję człowieka, jako części świata. To, że człowiek przestał traktować się jako część, a jako odrębną, nadrzędną istotę, jest jednym z głównych przyczyn tego, co dzisiaj robimy zwierzętom. Człowiek mówił przez wieki o swoim zbawieniu, zapominając o tym, że Stwórca obejmuje swoim dziełem wszystkie istoty. Dogmat o stworzeniu jest dzisiaj najbardziej zapomnianym dogmatem (można sobie porównać ile mówi się na ambonach o odkupieniu,  zbawieniu, a ile o stworzeniu...) Doprowadziło to człowieka do tego, że nie traktuje innych stworzeń jako ze sobą powiązanych (ile razy mówi Hołownia, jak i papież Franciszek o naszym powiązaniu ze wszystkim!), to zaś pozwala stworzyć im na ziemi piekło... Jak pisał Isaac Singer: Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie – to wieczna Treblinka. Na pewno mocne. Ale – po pierwsze mówi to Żyd, więc ma prawo, po drugie – trudno zaprzeczyć, że czymś innym jest los, który gotujemy zwierzętom...

Po co zmieniać coś w naszym życiu, które przecież jako tako nam idzie? Jak to – po co? By przestać umawiać się na randki z lustrem. Przekonać się, że wszystkie okropności (również opisane w tej książce), które ludzie fundują dziś sobie i światu, nie wyczerpują prawdy o nim. Że nawet jeśli ból i zło pchają się gdzieś na pierwszy plan, inna część tej samej wspólnoty trwa właśnie w tej chwili w zachwycie. Mamy tego samego Ojca, oddychamy tym samym powietrzem. Tak. Oddychamy tym samym powietrzem. Zarówno my, jak i zwierzęta, jesteśmy obdarzeni tchnieniem życia. Wszystkie stworzenia są ze sobą powiązane, każdy z nich musi być doceniane z miłością, podziwem, a my wszyscy, istoty stworzone, potrzebujemy siebie nawzajem (Laudato Si', nr 42). Więcej – jeśli człowiek nie będzie przyjacielem zwierząt, nie będą miały one go w ogóle. Tylko my możemy być ich pasterzami.

Wspólnota to jedno. Drugie to życie. Bóg sam jest Życiem – znaczy to, że my mamy być za życiem zawsze i wszędzie, skoro życiem jest mój ukochany, jedyny Bóg. Bóg jest źródłem wszelkiego, nie tylko ludzkiego, życia - (…) każde życie jest dla mnie dziełem, śladem, odciskiem dłoni Tego, Kogo kocham. Cały świat, jak chcieli klasyczni chrześcijańscy pisarze, staje się księgą, w której ślady Boga znajdą nawet ci, co nie znaleźli Go dotąd na kartach ksiąg zawierających święte teksty. Szymon Hołownia optuje więc za czymś, co można by nazwać „radykalnym pro-life”, czy też „szerokim pro-life”. Oznacza to, że nie możemy nigdy pozbywać życia niczego, poza sytuacjami, w których nasze życie jest zagrożone i po prostu musimy to zrobić. Z resztą jakąkolwiek decyzję ingerencji w inne życie zawsze powinniśmy bardzo mocno przemyśleć, poprzedzając to najlepiej przystanięciem na chwilę przed stworzeniem, które stoi naprzeciwko nas (Karl Barth: Człowiek nie może traktować owej potrzeby defensywnych i ofensywnych czynności przeciw światu zwierzęcemu jako czegoś naturalnego ani włączać ich w swoje postępowanie lub sposób myślenia jako normalny element. Musi zawsze z niechęcią odnosić się do owej możliwości, nawet jeśli z niej korzysta. Zawsze zawiera ona w sobie niełatwe, ostre pytanie: kim jesteś, człowieku, by twierdzić, że do tego musisz się uciekać, by utrzymać, wspierać i upiększać swe własne życie?. Trzeba wsłuchać się w głos innego stworzenia. Popatrzeć mu w oczy. A naturalną konsekwencją będzie zobaczenie w tym istnieniu śladu Boga, a nie produktu, który może połechtać nasz apetyt. Śladu Boga, który jest życiem, a tym życiem jest dusza. Zwierzęta mają dusze, powinniśmy to już wszyscy jasno przyjąć. Nie wiemy tylko, na razie, jak ją dokładnie zdefiniować (może nigdy nie będziemy wiedzieć?).

Kiedy kończy się to życie? Czy nasze pieski będą w niebie? A także miliardy innych zwierząt? Hołownia odpowiada na to twierdząco. Być może jest to jedna z mocniejszych tez tej książki – ale dobrze uargumentowana. Pada wiele argumentów, m.in.: Chrystus zjednoczył się jakoś z całą naturą, nie tylko z ludzką; trudno, żeby odkupiona ludzkość miała być oderwana od innych stworzeń, z którymi łączyły je relacje; Chrystus przyjmując ciało przemienił czynnik fizyczny; końcem świata jest jego odnowienie, a nie destrukcja; Bóg „musi” jakość zadośćuczynić zwierzętom, za ich marne często losy na Ziemi... Każdy z tych punktów wymaga rozbudowania, ale nie ma miejsca na to tutaj. Dlatego skupię się na argumentach najłatwiejszych do przyjęcia – tych, z encykliki Laudato Si'. Te zaś wydają się tak jednoznaczne, że aż dziwi, że nie zostały jeszcze teologicznie szerzej omówione. My sami nie jesteśmy ostatecznym celem wszystkich innych stworzeń. Wszystkie zmierzają wraz z nami i przez nas ku ostatecznemu kresowi, którym jest Bóg w transcendentalnej pełni, gdzie zmartwychwstały Chrystus wszystko ogarnia i oświetla. Ponieważ człowiek, obdarzony inteligencją i miłością, pociągany jest pełnią Chrystusa, powołany jest by przyprowadzić wszystkie stworzenia do ich Stwórcy (LS 83). Jeszcze konkretniej: Życie wieczne będzie wspólnym zadziwieniem, gdzie każde stworzenie, świetliście przemienione, zajmie swoje miejsce i będzie miało coś, czym obdarzy ubogich ostatecznie wyzwolonych (LS 243). Sprawa nieba dla zwierząt wydaje się coraz bardziej rozstrzygnięta... I nie jest sprawą infantylnych wierzących, ale domeną Boga, który jest Życiem, w którym nie ma żadnej śmierci.

Czy są jakieś teologiczne nowinki w książce Hołowni? W moim mniemaniu nie ma. Jest tylko konsekwencja – fakt, że Bóg jest Stwórcą ma swoje konsekwencje. Fakt, że człowiek ma wyjątkowe miejsce we Wszechświecie też ma. Ale człowiek rozumiał to przez wieki w zły sposób, w sposób który zagnał miliardy zwierząt gospodarskich do rzeźni, i z których losów zrobił piekło na ziemi... Piekło, które również ma ogromne konsekwencje ekologiczne, o czym również szeroko pisze Hołownia. A także konsekwencje wśród ludzi: bo wszystko jest ze sobą powiązane. Mając złe relacje ze zwierzętami, będziemy mieli podobne z ludźmi. Wyzyskując zwierzęta, będzie wyzyskiwali ludzie (czego dowodem jest praca ludzi w chowie przemysłowym: ciężka psychicznie, słabo płatna, gdzie jedyną kwalifikacją jest obojętność na widok cierpienia innych stworzeń...).
Pan Szymon po prostu na serio potraktował dogmat o stworzeniu. O stworzeniu całego świata, nie tylko jego korony – człowieka... Oddajmy głos cytowanemu przezeń Tadeuszowi Żychiewiczowi: Zbudowaliśmy teologię zbawienia człowieka, ale nie pokwapiliśmy się do teologii zbawienia świata. (…) Aż dziwne, jak bezpodstawnie czujemy się wyniesieni ponad ziemię. Jak bardzo oddzieleni od wszelkiego stworzenia. A jednak pytamy uroczyście: coż to jest człowiek? Jesteśmy kiepskimi Hamletami, którzy nad bardzo wielkimi tajemnicami Biblii pochylają się z gotową już, preferowaną w głębi duszy odpowiedzią, rzucając pytanie tylko po to, aby przekonać siebie i świat, że jednak pytamy, ważymy, rozważamy... Tak, tylko człowiek. Reszta świata – nie istnieje. Tymczasem cała reszta świata powinna być w nas źródłem podziwu... Źródłem zadziwienia. Wszystko, co stworzone (…) powinno być przyjmowane z oczekiwaniem, że Bóg chce nam coś przez nie powiedzieć. Żaden składnik świata nie powinien być widziany, dotkany, wąchany, słyszany ani smakowany bez odniesienia do Boga, którego hojność wyraża się w mnóstwie różnorakich bytów pojawiających się na Ziemi w procesie ewolucji. Żaden naturalny byt nie powinien być z miejsca odrzucany ani źle traktowany już na wstępnie, z definicji, jeśli tylko nasze życie z jego absolutnie niezbędnymi potrzebami nie jest przez nie bezpośrednio i nieodwołalnie zagrożone. Przystępujący do sakramentu stworzenia zatrzymają się w oczekiwaniu, zachowują szacunek dla stworzeń, gdy zetkną się z nimi, ponieważ są one Bożymi pośrednikami (Jame Schaefer, o „pełnej oczekiwania pauzie”).

„Boskie zwierzęta” to inspiracja. Książka, którą można czytać powoli, karmić się nią, brać z niej odnośniki do dalszych, osobistych poszukiwań. Teologicznie jest to wielki manifest życia i wspólnoty – i wielki krzyk buntu wobec tych, którzy życia i wspólnoty nie szanują, których jedynym celem jest zysk, a dla których wszystko wokół to jedynie produkty.
„Boskie zwierzęta” to manifest, który wzywa do działania. To nie zwykła pobożna książeczka. Kończy się bardzo praktycznie – na dziesięciu proponowanych krokach w kierunkach bardzo dobrej zmiany. Jest to książka praktyczna – która wskazuje jak działać, co czytać, gdzie się kierować (wiele raz wspominany jest Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu, i nazywany przez Hołownię „niestrudzonym” o. Stanisław Jaromi OFMConv, a także moja grupa na Facebooku, na którą zapraszam: Weganizm chrześcijański). Są to oczywiście tylko wskazania, ale bardzo istotne. Bez nich książka ta pozostałaby tylko, w pewnym sensie, czczą gadaniną. A tak, mając konkretne odniesienia, a także zdając sobie sprawy z imponującej działalności społecznej pana Hołowni, możemy potraktować tę książkę jako przewodnik i ruszyć zmieniać świat. Bo chociaż malutka zmiana ma znaczenie w świecie, w którym wszystko ze sobą jest powiązane.
Antoni Kardas

1000 Characters left