• warsztaty REFA
  • Ira Goldstein
  • encyklika
  • Boska ziemia
  • Cytat Franciszek
  • REFA zaprasza na warsztaty ekologii integralnej w Puszczykowie w Wielkopolskim Parku Narodowym oraz w Anielskich Ogrodach blisko Zielonej Góry!
  • Ekologia w Kościele - poznaj wyniki ankiety REFA!
  • Ekologia to ważna część nauczania Kościoła – wywiad KAI z o. Stanisławem Jaromi
  • Zielone Słowa BOSKIEJ ZIEMI.To przewodnik porządkujący wzajemne relacje Kościoła katolickiego z tematyką ochrony przyrody, środowiska, klimatu i ekologii.
  • Papieski plan na zmartwychwstanie po pandemii. Potrzebne jest zjednoczenie całej rodziny ludzkiej w poszukiwaniu zrównoważonego i integralnego rozwoju.

Chrześcijaństwem inspirowane postawy ekologiczne i solidarność z wykluczonymi – w najbliższym czasie nie uratują planety, nie zmienią losu wszystkich zepchniętych na margines. Ale jeśli będą aktualne przez kolejne lata – uratują nas przed poczuciem bezsiły, współwiny, opuszczenia sióstr i braci w potrzebie, oddania świata na zmarnowanie. Wspieram trwające i powstające inicjatywy ekologiczne; cieszę się, że zaangażowanych jest wielu. Dobro i miłość, nawet jeśli zmieniają świat tylko nieznacznie – głęboko zmieniają tego, kto w imię miłości i dobra działa… pisze Piotr Wojciechowski w swym kolejnym felietonie. Polecamy!

Zostałem niedawno wciągnięty w internetową dyskusję o wychowaniu pokolenia, które zakończyłoby epokę niszczenia środowiska, wyczerpywania zasobów planety. A ja martwię się obecnym pokoleniem uczniów, myślę o dzieciach, które w dobie pandemii nie zostały objęte nauczaniem za pośrednictwem internetu.

Kończy się semestr letni, a w poczcie internetowej ciągle jeszcze przychodzą do mnie spóźnione prace zaliczeniowe ze szkoły filmowej. Nie znam tych studentów zupełnie, pracowałem z nimi „zdalnie”, co w moim przypadku oznaczało – korespondencyjnie. Dla mnie i dla nich więcej roboty – oni, nim zakończą semestr, muszą osobnym tekstem zaliczyć każdy wykład, a ja to wszystko muszę sprawdzić. Przeglądam prace dotyczące pomysłów na scenariusze filmów dokumentalnych – i dziś tekst jednej ze studentek uderzył mnie swoją aktualnością. Napisała, że powinien powstać dokument opowiadający o „zagubionych uczniach” – film o dzieciach, które nie miały dostępu do komputera, nie miały warunków do nauki w domu, czasami po prostu nie chciało się im uczyć.

Szkoły nie bardzo potrafią ocenić, ilu uczniów im się zgubiło, rodzice rzadko upominają się o wiedzę dla dzieci, bo czują się współwinni zaniedbań. Mówi się o stu tysiącach „zagubionych”. Czy kiedykolwiek uzupełnią te braki? A braki w nauczaniu religii i ich skutki? Spacerując nad Jeziorkiem Czerniakowskim na warszawskiej Sadybie, spotykam grupki tych nastolatków. Najpierw ogłoszono, że przed wakacjami dzieciaki już nie pójdą do szkoły. Teraz coraz więcej wskazuje na to, że we wrześniu nie wszędzie będzie można zorganizować nauczanie tak, jak było wcześniej. Wiem tylko, że setki tysięcy dzieci miały smutniejszy koniec roku szkolnego, trudniejsze wakacje, biedniejsze, pełne ograniczeń – i to nakłada nowy ważny obowiązek na nas wszystkich. Trzeba już, od jutra i przez najbliższe miesiące, tym skrzywdzonym dać swój czas, swoją uwagę, życzliwość. Trzeba pomysłów na akcje w skali kraju i na milion działań lokalnych w skali rodziny, podwórka, parafii, gminy.

Myślę o tych brakach, o zagubionych uczniach, muszę o tym myśleć, bo zostałem wciągnięty we wspomnianą już internetową dyskusję. Z punktu widzenia entuzjastów, którzy zapoczątkowali dysputę – prawie wszyscy uczniowie świata powinni być uznani za „zagubionych”, bo nie uczy się ich, jak zdobywać szczęście bez zdobywania przedmiotów.

Tom z Ameryki pisze: „Jedynym sposobem ocalenia jest nauczyć ludzi, aby byli szczęśliwi bez niszczenia środowiska. Nauczymy się osiągać szczęście dzięki wartości naszych przeżyć, osobistych doświadczeń. Trzeba czasu jednego pokolenia, aby nauczyć się (a właściwie oduczyć) konsumpcyjnego modelu życia. Trzeba tego czasu, by przekonać się, że doświadczenie, przeżycie może być równie prawdziwe, mocne i cenne jak posiadanie rzeczy. Musimy zacząć z dziećmi, maluchami, młodocianymi, do nich nie możemy mówić o światopoglądzie i filozofii. Tu, w Stanach Zjednoczonych w internecie co chwila napotykam temat: «Rodzicielstwo wychowujące niematerialistyczne dzieci» – tuziny miejsc, setki zaleceń i porad. A wszystkie przygotowane przez doradców finansowych. I wszystko to dobre i użyteczne, rozsądne rady – zaczynające się od wezwania, żeby coś kupić”.

Guy z Francji kpi trochę z Toma: „Oczywiście sercem i duszą popieram projekt zbawczego dla ludzkości prania mózgów dziecięcych. Ale teraz konkretnie, kto ma tego dokonać i jakiej taktyki należy tu użyć? A może tak: Zmobilizować grupę ludzi znanych i wpływowych. Zespół ten zajmie się jakąś wybraną szkołą i przeprowadzi szkolenie nauczycieli, którzy zajmą się Nowym Wychowaniem dzieci. Jak dobrze pójdzie i dziennikarze pochwalą, to powinna powstać reakcja łańcuchowa, która uchroni świat od ekologicznej zagłady”.

Jakaż pewność siebie Toma, gdy pisze: „Nauczymy się osiągnąć szczęście…”. Muszę szanować etyczną motywację i entuzjazm twórców tego pomysłu, nie mogę walnąć wprost: Jesteście poczciwi, ale naiwni. Ten świat stoi na produkcji i sprzedaży przedmiotów, główną narracją mediów jest bajka o tym, że trzeba kupić, pokazać wszystkim, co się kupiło, i stąd czerpać szczęście.

Smutno mi, gdy cytuję tych przyjaciół, którzy ani słowem nie zająkną się o encyklice Laudato si’! – o chrześcijańskich motywacjach postaw ekologicznych. Smutno mi także dlatego, że w głównych nurcie medialnej narracji aż kipi od ekologicznych ostrzeżeń, od proroctw dotyczących klimatu, zaśmiecenia oceanów, wyczerpania surowców. Łatwo jest stawiać przerażające diagnozy. A pomysły na zahamowanie pędu ku produkcji, wzrostowi, zarobkom, konsumpcji – wszystkie potrzebne. Nawet tak mało skuteczne jak ten, by mrówka stanęła na szynach, aby zatrzymać pośpieszny. Papież widział to wszystko przenikliwie pięć lat temu: „ta sama inteligencja, która została użyta do ogromnego rozwoju technologicznego, nie umie znaleźć skutecznych sposobów zarządzania międzynarodowego, skierowanych na rozwiązanie poważnych problemów środowiskowych i społecznych” (Laudato si’, 164).

Papież Franciszek nie jest naiwny, jest zatroskany, ale wierzy w ludzką zdolność do nawrócenia się. Karci, ale rysuje perspektywy: „Nie gubmy się w wyobrażaniu sobie ubogich przyszłości, wystarczy, że będziemy pamiętać o ubogich dnia dzisiejszego, przed którymi niewiele lat na ziemi i którzy nie mogą dalej czekać” (Laudato si’, 162).

Myślę o uczniach, których czas pandemii wyrzucił ze szkół – wykluczeni. I nie mogę nie myśleć o tubylcach w Amazonii ginących od koronawirusa. Oni są wykluczeni jeszcze bardziej – bez szpitali, setki kilometrów od lekarza – o nich pisał papież, że przed nimi niewiele lat na ziemi, że nie mogą dalej czekać.

Chrześcijaństwem inspirowane postawy ekologiczne i chrześcijaństwem inspirowana solidarność z wykluczonymi – w najbliższym czasie nie uratują planety, nie zmienią losu wszystkich zepchniętych na margines. Ale jeśli będą aktualne przez kolejne lata – uratują nas przed poczuciem bezsiły, współwiny, opuszczenia sióstr i braci w potrzebie, oddania świata na zmarnowanie. Wspieram trwające i powstające inicjatywy pomocy i te ekologiczne; cieszę się, że zaangażowanych jest wielu. Dobro i miłość, nawet jeśli zmieniają świat tylko nieznacznie – głęboko zmieniają tego, kto w imię miłości i dobra działa. Ciągle jeszcze mrówka na szynach? Nie, myślę, że raczej zbieranie sił do przestawienia zwrotnicy.

Ale cieszy mnie też naiwny pomysł – społeczeństwo, które bogaci się przeżyciami, wspomnieniami. Nie niszczy planety eksploatacją zasobów i produkcją śmieci, bo szczęście czerpie z oglądania zachodów słońca, ze wspomnień dzieciństwa, z wymiany uśmiechów. Latem możemy się zapisać do tego plemienia. Piękno zmienia na lepsze tych, którzy się nim zachwycają.

Piotr Wojciechowski

Gravatar
Chrześcijaństwo i ekologia są z sobą nierozerwalnie związane
Gravatar
dokładnie, super tekst

1000 Characters left