• znicze
  • fratelli
  • przyroda
  • encyklika
  • Boska ziemia
  • MNIEJ – smogu, śmieci, bałaganu wokół nas! WIECEJ – czystego nieba, porządku, harmonii i piękna!
  • Konflikty o miejsca przyrodniczo cenne wg ankiety REFA
  • Ekologia to ważna część nauczania Kościoła – wywiad KAI z o. Stanisławem Jaromi
  • Zielone Słowa BOSKIEJ ZIEMI.To przewodnik porządkujący wzajemne relacje Kościoła katolickiego z tematyką ochrony przyrody, środowiska, klimatu i ekologii.

Listopadowe święta są wyjątkowe, pełne ciszy i zadumy. Może choć na chwilę uda nam się uspokoić i oddać swoje nadzieje i obawy Bogu. Może ktoś usiądzie przy stole z dawno niewidzianym krewnym i wypije kubek herbaty po przemarznięciu na cmentarzu. Nie wszyscy jednak zdecydujemy się odwiedzić cmentarz lub krewnych w czasie pandemii. „Ten artykuł pokazuje, że nie wszędzie wspominanie zmarłych wygląda tak samo…” – pisze Weronika Felcis. „Znam Łotwę od dekady i jednym z najwspanialszych jej zwyczajów wydaje mi się obchodzenie święta zmarłych i łotewskie wakacyjne podróże na cmentarze”.

Od maleńkości wyprawy na cmentarz towarzyszyły mi niemal na co dzień. Przez całe dzieciństwo moja ukochana babcia w czasie każdych odwiedzin u niej wsiadała na motor i zabierała mnie na cmentarz, by zmieniać nieświeże kwiaty na grobie jej zmarłej przedwcześnie córki. Dlatego cmentarz, nawet w Polsce, kojarzy mi się najbardziej z latem. Ten praktykowany od wczesnych lat zwyczaj dbania o groby zmarłych pozwolił mi oswoić śmierć i przemijanie. Może dlatego szczególnie zwracam na to uwagę za granicą.

Łotwa to kraj wyjątkowo zalesiony. Około 50% jego terytorium to lasy. W gminie, w której mieszkam, zajmują 70-75% powierzchni, a gospodarstwo, którym się opiekujemy, składa się z nich w 60%. Łotyszy od zawsze otacza zieloność lasów. Kiedy piszę ten artykuł, jest piękna, złota jesień, a feeria kolorów za oknem zatrzymuje oko nawet najbardziej strudzonych umysłów.

Ale Łotysze już dawno wrócili do swoich codziennych spraw, ponieważ wspominanie zmarłych ma tu miejsce latem. I to nie w trakcie jednego, dwóch dni, ale przez całe lato, bo każdy cmentarz ma swoje wyznaczone „święto”, a daty są ustalane z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem. Dzięki temu można zaplanować kilka cmentarnych wizyt , a wszyscy krewni mają równe szanse na odwiedziny.

Cmentarze katolickie, protestanckie, prawosławne czy świeckie nie funkcjonują osobno. Nie ma nawet wydzielonych części, bo przecież religia nie powinna segregować ludzi. Choć z jakichś powodów u nas w miasteczku jest stary cmentarz „rosyjski” i historyczny „żydowski”.

Co ważne, każdy cmentarz, który tu widziałam, jest położony w głębi lasu, wśród zieloności, jakby wchłonięty w naturę (pamiętam tylko jeden tak piękny cmentarz w Polsce – w Borku Fałęckim, gdzie przez lata był mój rodzinny dom). To w sumie nie jest głupie. Usiąść na ławeczce pod drzewem w ciszy spieczonego dnia, wsłuchać się w głos ptaków i zanurzyć w dziękczynnej modlitwie za wspomnienia o bliskich, którzy przeszli do wieczności.

Do jednej rzeczy Łotysze mają wielką słabość. Mało zrozumiałym dla mnie zwyczajem jest ogromna ilość piasku wokół każdego nagrobka i nałogowe wręcz grabienie go. O ile u nas nagrobek kamienny musi być czysty, znicze zapalone, a kwiaty świeże, o tyle zadbany nagrobek łotewski to chyba przede wszystkim perfekcyjnie zgrabiony piasek (stosowane są również finezyjne wzory!) i świeże kwiaty z ogrodu. Grabki, a nie konewkę, znajdziemy przy każdym miejscu cmentarnym.

Nagrobków się tu nie odnawia. Niewiele w nich kamienia, na ich powierzchni specjalnie sadzi się długowieczne zielonki. Im więcej mchu je pochłania, tym lepiej, nikt z nim nie walczy. Na mnie, Polce, robi to niepokojące wrażenie, bo tak małe nagrobki nadal kojarzą mi się głównie z pomnikami dzieci w Polsce. A jednak nie trącą tak bardzo megalomanią, kiedy stojąc przy grobie swojego krewnego czy krewniaczki, odmawiamy „Wieczne odpoczywanie”, a jednocześnie zaglądamy, czy u sąsiada większa płyta nagrobkowa, droższe kwiaty cięte albo bardziej wymyślne znicze.

Zresztą zniczy tu nie ma. Po prostu nikt ich nie przynosi na cmentarz. Kiedy latem nie mogłam przełamać swojej polskiej mentalności i na grób rodziny mojej znajomej kupiłam osiem zniczy, pan ze sklepiku cmentarnego był niemal wniebowzięty, że nareszcie był sens je importować… z Polski.

To o wiele bardziej ekologiczne rozwiązanie. Łotewskie cmentarze nie kojarzą się z wielkimi kontenerami wypełnionymi po brzegi nieposegregowanymi śmieciami. Ich tam po prostu nie ma. A jednak mam ogromny sentyment do tego melancholijnego widoku listopadowego wieczoru na polskim cmentarzu. Trzymam więc kciuki za takie pomysły jak ekologiczny i biodegradowalny znicz Ground projektu Klaudii Ginter.

Wszystkim życzę pokoju, ale nie uśpienia. Zadumy, ale nie apatii. I refleksji, ale nie marazmu. Miłości i solidarności. Bo któż wie, kiedy i jak przyjdzie nam przejść do wieczności?

Weronika Orkisz Felcis

W tym szczególnym czasie zadumy i wspomnień dzielę się wierszem, który pomaga mi w medytacji i wyciszeniu.

Jak kwiaty żyjemy
Jak kwiaty żyjemy na pięknej łące,
Jak liście trwamy na ogromnym świecie.
Tyś dla nas jest słońcem i deszczem,
Więc przyjdź Panie, przyjdź. Czekamy Ciebie.

Jak rosa opadasz w nasze życie świtem,
Jak cień niezmierzony ogarniasz nas nocą.
Jak zieleń koisz nasze nerwy stargane
Ciągłą walką z własną niemocą.

Skłóceni ze światem zapatrzonym w nicość,
Zmęczeni jesteśmy bezradnością starań.
W szalonym pędzie za czymś, czego wciąż brak.
W życie uwikłani, do sprzedania… – od zaraz.

Odwiecznych naszych win świadomość nam ciąży,
Wciąż jednak świat szaleństwo na zapał nasz leje.
By człowiek z własnej ręki nie zginął,
Ty – Panie – musisz przyjść na ziemię.

Sł. i muz. Paweł Orkisz

1000 Characters left