• znicze
  • fratelli
  • przyroda
  • encyklika
  • Boska ziemia
  • MNIEJ – smogu, śmieci, bałaganu wokół nas! WIECEJ – czystego nieba, porządku, harmonii i piękna!
  • Konflikty o miejsca przyrodniczo cenne wg ankiety REFA
  • Ekologia to ważna część nauczania Kościoła – wywiad KAI z o. Stanisławem Jaromi
  • Zielone Słowa BOSKIEJ ZIEMI.To przewodnik porządkujący wzajemne relacje Kościoła katolickiego z tematyką ochrony przyrody, środowiska, klimatu i ekologii.

Ankieta 2020Rozwój społeczno-ekonomiczny stawia przed relacją człowieka ze światem ogromne wyzwania, szczególnie że większość ludzi ma osobliwe poczucie wyższości wobec reszty przyrody. Usprawiedliwia ono, w ich mniemaniu, różnego rodzaju nadużycia wobec stworzenia. Czwarte pytanie ankiety REFA brzmi: „W sytuacji konfliktów człowiek – przyroda (np. przy budowie nowych dróg czy linii kolejowych) jest jasne, że potrzeby ludzi są najważniejsze. Dlaczego jednak te interesy tak trudno nam pogodzić z ochroną dziedzictwa przyrodniczego Polski?”. Zapraszamy do zapoznania się z refleksjami ankietowanych.

Dziedzictwo przyrodnicze jest naszym skarbem narodowym. Przez wielu jest wymieniane na równi z dziedzictwem kulturowym, zaś ich ochrona jest traktowana jak patriotyczny obowiązek Polaków. Niestety nie zawsze się to udaje – i to w obu przypadkach. Interesy współczesnego pokolenia, a szczególnie uprzywilejowanych jego członków, wygrywają z zachowaniem dziedzictwa oraz dobrem wspólnym.

Warto rozpocząć od kwestii, która już na wstępie zwróciła baczną uwagę niektórych respondentów. Chodzi mianowicie o zawarte w pytaniu sformułowanie: „jest jasne, że potrzeby ludzi są najważniejsze”. Spotkało się ono z silnym sprzeciwem i dezaprobatą. Na przykład Mariusz Zatylny pisze: „Potrzeby ludzi nie są najważniejsze. Nie mogę się z tym zgodzić. Są bardzo ważne, ale zawsze uwarunkowane. Równowaga całego ekosystemu jest nadrzędna”. W podobnym tonie wyraża się Ryszard Kowalski czy AGB: „Dla mnie nie do końca jest takie jasne (…). Myślę, że to tego typu antropocentryczne przekonania sprawiają, że tak trudno nam pogodzić «interesy» człowieka z ochroną dziedzictwa przyrodniczego Polski i gdziekolwiek indziej na świecie”. Z kolei Rafał Kurczewski podchodzi do tego zagadnienia inaczej, zapytując: „No właśnie, czy zawsze potrzeby ludzi są najważniejsze? Tak, to prawda – odpowiada – tylko ludzie nie rozumieją, że rezygnacja, ograniczenie, a czasem wręcz zakaz działają de facto właśnie na rzecz ich potrzeb!”.

ankieta pytanie 4

 

Człowiek „panem stworzenia”?

Człowiek „panem stworzenia”?Prawdopodobnie tutaj właśnie tkwi sedno rozpatrywanego problemu. W charakterystycznym dla większości ludzi butnym, aroganckim przekonaniu, może też – jak wskazuje Patryk Białas – stereotypie, że człowiek jest „królem i panem stworzenia”, które pełni wobec niego rolę służebną. KBM przyznaje: „Niestety pośród wielu moich katolickich znajomych panuje takie przekonanie, że człowiek jest panem / zarządcą Ziemi – może ją wykorzystywać jak chce i czerpać z niej tyle ile potrzebuje. (…) Bardzo często, byłam również świadkiem sytuacji, że to ksiądz głosił poglądy, że zmiany klimatyczne są tylko manipulacją, oraz podważał kwestię dbania o zwierzęta hodowlane”.

Podobnie według Sławomira Brzózka ochrona dziedzictwa przyrodniczego chyba dlatego przychodzi nam z trudnością, że „interesy ludzi traktuje się jako nadrzędne nad potrzebami środowiska, od którego stanu są biologicznie zależni”. A to nie wiedzie „do odpowiedzialności i pracy nad sobą, ale do niepohamowanej konsumpcji… – co w prosty sposób prowadzi także do łamania boskich i kościelnych przykazań i wskazuje na niekonsekwencję”. Co gorsza, „Brak refleksji nad źródłami i efektami takiej postawy – nie tylko w kościele, ale także we władzach. Nie ma wyrażanej potrzeby dbania o środowisko w innym kontekście niż najprostsze wykonanie obowiązków narzuconych przez prawo lub «obce» instytucje, a strategie i polityki poszanowania środowiska traktowane są jako zapory przed rozwojem i osiąganiem korzyści ekonomicznych”.

Ponadto decydujące znaczenie w generowaniu problemów środowiskowych ma naiwne przekonanie, że „przyrodę można eksploatować bez końca” (Anna Kłodzińska-Oleksy), oraz fakt, że „nie doceniamy środowiska przyrodniczego” (Józef Radwan).

Bartłomiej Knosala zwraca uwagę na „podstawowy problem”, którym są „nieaktualne kategorie intelektualne”, i pisze: „Wciąż brakuje nam nowej narracji, chociaż w miarę obiektywnie można powiedzieć, że papież Franciszek zrobił w tym względzie bardzo dużo”. Jednak aby zmienić narrację i zaktualizować kategorie intelektualne, którymi operujemy, należy wciąż przypominać: to nie człowiek jest panem Stworzenia! Ale „do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia, świat i jego mieszkańcy” (Ps 24,1).

 

Konflikty interesów: między człowiekiem i przyrodą czy między człowiekiem i człowiekiem?

Czy rzeczywiście potrzeby człowieka są najważniejsze? O kontrowersyjności takiego twierdzenia wspomniano wyżej. A jednak jako społeczeństwa faktycznie funkcjonujemy w takim skrajnie antropocentrycznym paradygmacie. Nawet jeśli dokonamy rozróżnienia na potrzeby podstawowe i wszelkie pozostałe, często tym ostatnim również nadajemy wyższy priorytet niż fundamentalnym potrzebom innych bytów przyrodniczych. Ryszard Kowalski pisze na ten temat: „Nie zgadzam się ze stwierdzeniem zawartym w pytaniu, że «potrzeby ludzi są najważniejsze». Potrzeby ludzi są przecież bardzo różne, czasami zupełnie wydumane i nierzeczywiste. Jeśli takimi są, to dlaczego mają mieć priorytet?”. Wśród powodów trudności pogodzenia interesów ludzi z ochroną środowiska wymienia: „partykularyzm, egoizm, chciwość, pazerność, przywiązanie do luksusu, hedonistyczny sposób na życie”.

Z kolei AGB podkreśla, że „trzeba rozróżnić między potrzebami podstawowymi (np. pożywienie, schronienie, opieka zdrowotna, edukacja) a ponadstandardowymi i luksusowymi, które wiążą się z rozbuchaną konsumpcją i marnotrawieniem naturalnych zasobów. Każda istota żywa ma prawo do realizacji swoich podstawowych potrzeb życiowych. Ale stawianie przez człowieka na piedestale swoich potrzeb ponadpodstawowych i wynoszenie ich ponad potrzeby innych istot żywych i ich prawo do środowiska życia, dostępu do pożywienia czy rozrodu jest zwyczajnie nie fair, niesprawiedliwe. Las, ani żaden inny ekosystem, nie jest dla człowieka do dowolnego rozporządzania. Ekosystemy są domem dla niezliczonych organizmów i człowiek nie ma moralnego prawa uważać, że ich życie jest bezwartościowe w obliczu jego zachcianek i musi polec w zetknięciu z jego bezwzględnością, albo bezmyślnością – nie wiadomo, co gorsze…”.

Również Andrzej Bobiec porusza ten problem: „Zawarte w pytaniu stwierdzenie o nadrzędności potrzeb człowieka wymaga doprecyzowania. Potrzeby obiektywne (wynikające z godności osoby, dziecka Bożego) czy «potrzeby» indukowane, wdrukowywane przez «cywilizację» konsumeryzmu, nadmiaru, użycia? Czy na przykład budowę kolejnego portu lotniczego można uzasadnić potrzebami ludzkimi? Ktoś powie – tak, bo coraz więcej ludzi chce lecieć na wypoczynek (85% światowych lotów dotąd temu służyło). Ale czy bez wczasów all-inclusive w Egipcie czy na Wyspach Kanaryjskich nie można wypocząć?”.

Podobnie zagadnienie rozpatruje Patryk Gujda, według którego nie jest oczywiste, „czy w danym przypadku potrzeba ekonomiczna przewyższa potrzebę ochrony przyrody (…). Każdy przypadek wymaga dyskusji specjalistów, która niemal zawsze będzie sporem”.

AGB wyraża natomiast obawę, że „Jeśli nie uda nam się zrozumieć, że zarówno «interesy» człowieka, jak i «interesy» przyrody pozaludzkiej nie stoją w sprzeczności, to ludzie będą zawsze preferować opcję mówiącą o «konflikcie człowieka z przyrodą». Tymczasem, jak w każdym «konflikcie interesów», warto i należy rozpatrzeć «interesy» każdej ze stron i dojść do mądrego kompromisu. To nie jest tak, że któraś ze stron jest lepsza i zawsze musi postawić na swoim. Ponadto realizacja wielu tzw. potrzeb człowieka w dłuższej perspektywie okazuje się dla niego samego niekorzystna m.in. dlatego, że prowadzi do degradacji środowiska, w którym żyje i realizuje różnego rodzaju inwestycje”.

Patryk Gujda dzieli się w tym zakresie refleksją, że „w Polsce trudno nam chronić przyrodę ze względu na ogólne podejście do funkcji naszego państwa. Zostaliśmy bardzo dotknięci przez historię, a że jesteśmy narodem ambitnym, to obecnie staramy się odzyskać pozycję międzynarodową, która nam się należy. Dlatego Polacy wyżej stawiają rozwój gospodarczy niż ochronę przyrody (podobnie zresztą jak wiele innych państw postkolonialnych). Można sobie wyobrazić, że dewizą Polaków byłoby tu: «Zadbamy o przyrodę dopiero wtedy, gdy gospodarczo dogonimy Niemcy». (…) Aby chronić przyrodę – uzupełnia wypowiedź autor – musimy więc szukać modeli, które pozwoliłyby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, oraz edukować o modelach już istniejących, takich jak budowanie pozytywnego wizerunku kraju przez transformację energetyczną (wizerunek zaś jest o tyle ważny, że ma realny przekład na gospodarkę: ściąga inwestorów, turystów, ułatwia negocjacje)”.

Jeszcze inny aspekt zagadnienia naświetla Andrzej Bobiec. Jego zdaniem pojawiające się konflikty to nie są konflikty człowiek – przyroda. „Bo przyroda – wyjaśnia – to również człowiek, to pożar, trzęsienie ziemi, powódź czy pandemia. To konflikt człowiek – człowiek. Na przykład człowiek decydent, inwestor, pracodawca i człowiek przyrodnik, turysta, ekolog. Warto zwrócić uwagę, że tak jak niejeden budowniczy drogi bardzo sobie ceni wędrówkę krajoznawczą i wypoczynek na łonie nieskażonej natury, tak dojeżdżający z miast na miejsce swoich «zielonych protestów» działacze doceniają warunki dobrego i szybkiego dojazdu. Właśnie dlatego, że partnerem człowieka jest drugi człowiek, a nie przyroda, istnieje możliwość osiągnięcia takich rozwiązań, które umożliwiają optymalne korzystanie z przyrody. Jest to tym bardziej możliwe, im pełniej człowiek jest człowiekiem, tj. istotą zdolną do rozumnego panowania nad swoimi niższymi władzami. A na tym właśnie polegać ma życie chrześcijańskie w praktyce”.

W podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Kamiński: „Projektanci powinni… uwzględniać postulaty ekologów, bo w naszym wspólnym interesie jest zachowanie rodzimej flory i fauny, zwłaszcza ginących gatunków. Konflikt – moim zdaniem – rodzi się z tego powodu, że po obu stronach (ekolodzy – inwestorzy) stają fachowcy bardzo przywiązani do swoich racji. Nie szuka się kompromisu na wczesnym etapie, dlatego dochodzi do napięć w fazie realizacji planów. Dobrym przykładem rozwiązania było wykonanie kilka lat temu przez Stowarzyszenie Pro Carpatia, wspólnie z leśnikami, szczegółowego opracowania szlaków migracyjnych zwierząt leśnych na terenie Podkarpacia. Wnioski w postaci map przekazano wszystkim samorządom w woj. podkarpackim. Dlatego w tej kwestii nie powinno być problemów”. Agnieszka Gałuszka dopowiada, że właśnie jednym z powodów trudności w ochronie dziedzictwa przyrodniczego jest „realizowanie rozwoju wszystkich regionów Polski według tego samego schematu, nie uwzględniając uwarunkowań przyrodniczych zgodnie z zasadą regionalizmu”.

Optymistycznie na kwestię rozwiązania konfliktu potrzeb patrzy Mariusz Zatylny, pisząc: „Co do samych potrzeb – ich ograniczanie daje się często wytłumaczyć konsumentom, kiedy poda się rzeczywiste koszty i konsekwencje zmian dokonywanych przez gorliwie pożądane inwestycje”.

 

Chciwość, egoizm, bezmyślność… niemoralne źródła braku sprawiedliwości i solidarności

Konflikty pojawiają się więc w sposób nieunikniony. U ich podłoża leżą zaś nieuporządkowane ludzkie pragnienia, potrzeby, postawy. Mają one negatywne skutki dla wszystkich stron, gdyż często ludzie nie rozumieją, że rezygnacja z realizacji niektórych „potrzeb” czy zachcianek, ich ograniczenie, a nawet zakazanie są dla nich w ostatecznym rozrachunku najkorzystniejsze.

Diagnoza respondentów jest jednoznaczna: źródłem problemów z ochroną dziedzictwa przyrodniczego jest chciwość! Przychodzi natychmiast na myśl zbieżność z przesłaniem Pierwszego Listu świętego Pawła do Tymoteusza: „Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy” (1Tm 6,10).

Rafał Kurczewski rozwija tę myśl następująco: „Dlaczego tak trudno [nam pogodzić interesy z ochroną dziedzictwa przyrodniczego]? Dla mnie odpowiedź jest jedna: CHCIWOŚĆ! Zasoby wiedzy są wystarczające, mądrych osób nie brakuje, ale zwyczajnie nie chcemy ich słuchać, bo ciągle chcemy MIEĆ! Co grosza, ciągle chcemy mieć więcej… Brak pokory”. Aneta Rayzacher-Majewska zauważa, że „wybiera się rozwiązania najdogodniejsze z punktu widzenia finansowego, wykazując przy tym krótkowzroczność”. Józef Radwan zwraca uwagę na fakt, że „nie doceniamy środowiska przyrodniczego. Taniej jest przykładowo zbudować autostradę przez tereny leśne niż wykupywać grunty rolne czy domy… Przykre to, ale komponenty środowiskowe nie znajdują obiektywnej wyceny, a przez to są w pewnym sensie «tanie». Problem może też być z poczuciem własności. Trudno nam wyjść poza teren «swojego ogródka» i popatrzeć na Ziemię jako «wspólny dom». Gdybyśmy dzikie zwierzęta, czy lasy traktowali jako naszą współwłasność, to wówczas ich wartość w naszych oczach by zdecydowanie wzrosła, a jednocześnie należyta troska i ochrona”. Agnieszka Gałuszka podkreśla, że „wiele osób myśli głównie o zapewnieniu jak najwyższego standardu życia sobie i swoim bliskim, a przyroda jest postrzegana jako drugorzędna”.

Michał Paweł Bijata zastanawia się, dlaczego istotne strategicznie inwestycje, które mają ludziom zapewnić bezpieczeństwo, ułatwić życie, odbywają się kosztem terenów cennych przyrodniczo. „Odpowiedzią są niestety pieniądze. Analizy wielokryterialne łatwo zakłamać, ludzi wykorzystać czy przekupić, przyrodę zniszczyć. Te interesy łatwo jest pogodzić z ochroną dziedzictwa przyrodniczego Polski, ale wymaga to dobrej woli i świadomości ekologicznej rządzących i przedsiębiorców. Czyli tzw. edukacja u podstaw, a także poparcie ze strony liczących się w społeczeństwie autorytetów”. Podobnie argumentuje Alicja Kruszelnicka: „W tych sprawach dominują interesy lokalnych grup ludzi, rządzących i powiązanych z nimi, czerpiących korzyści z gospodarowania w oparciu o zasoby dziedzictwa przyrodniczego regionów Polski”. Oraz Krystyna Matecka-Ryngier: „Interesy człowiek – przyroda trudno jest pogodzić, ponieważ brak jest konsultacji społecznych, brak wsłuchiwania się w potrzeby społeczności lokalnych. Postępowi cywilizacji często nie towarzyszą zasady etyki. Za najważniejsze dobro uznaje się konsumpcję, bogactwo, a nie potrzeby duchowe, czyste powietrze, ciszę, nie skażoną przyrodę. Od osób pełniących kierownicze stanowiska nie wymaga się wiedzy na tematy ochrony środowiska”.

Krzysztof Mączkowski wskazuje z kolei, że „mamy w Polsce problem z nadmiernym rozmachem, bezmyślnością inwestycyjną i brakiem głębszej refleksji nt. konsekwencji złych decyzji i złych inwestycji. Dobitnym przykładem była awantura wokół drogi ekspresowej przez dolinę Rospudy. Od początku było wiadomo, że znacznie lepszym rozwiązaniem było poprowadzenie «jednej dużej» obwodnicy omijającej jednocześnie Suwałki, Augustów i dolinę Rospudy, zamiast «małych obwodnic» wokół Suwałk, osobno wokół Augustowa i zniszczenia tym samym cennej doliny. Ekologów ogłoszono wrogami społeczności lokalnej i rozwoju. Zabrakło tam na miejscu głosu wrażliwego księdza, który z jednej strony pohamowałby ludzi chodzących na protesty przeciwko ekologom z krzyżami (!), a z drugiej strony próbowałby przyjąć rolę mediatora”. „Innym smutnym dowodem na trudności w godzeniu tych interesów jest partykularna chciwość inwestorów nie liczących się z interesami społeczności lokalnej” – dodaje, podając przykład inwestycji deweloperskich. Są one „jedną z bardziej uciążliwych dla środowiska aktywności gospodarczych”, wielokrotnie naruszają ład przestrzenny, trwale niszczą krajobraz i są lokalizowane w miejscach atrakcyjnych przyrodniczo celowo, świadomie. „Mamy więc osiedla «Na Skraju Lasu», osiedla «Przy rezerwacie», osiedla «Natura», osiedla «zielonych willi miejskich»”. Deweloperzy nie są „żadnymi romantykami, zakochanymi w krajobrazie, lesie i jeziorach, a nastawionymi na zysk przedsiębiorcami, którzy niszczą urokliwe miejsca”. Ale to nie jedyni odpowiedzialni: „Tak samo winne, a przy tym bez wyobraźni, są te władze samorządowe, które w imię łatwego zarobku bez opamiętania wydają pozwolenia na budowę w miejscach do tego się nienadających. Wykorzystują powszechny brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. (…) Czy można przyrównywać budowę ważnej obwodnicy i drogi – z zachowaniem wszelkim norm środowiskowych – z bezmyślnymi w wielu wypadkach inwestycjami deweloperskimi? Nie. (…) deweloperscy przeciwnicy ochrony środowiska próbują z ekologów robić głupków zagrażających «rozwojowi», a tak naprawdę zagrażają oni ich partykularnym interesom”. Tymczasem „zabudowanej osiedlami przestrzeni nie da się uratować. Takie zniszczenia są trwałe i praktycznie nieodwracalne”.

 

Wykorzenienie i zanik lokalnego patriotyzmu

Chciwość i konflikty interesów między mieszkańcami i inwestorami, dekonstrukcja przestrzeni i destrukcja krajobrazu są tak skuteczne w niszczeniu naszego dziedzictwa przyrodniczego, gdyż nie natrafiają na wystarczająco silny opór społeczny, szczególnie zaś społeczności lokalnych. Wynika to z faktu, że lata komunizmu skutecznie pozbawiły Polaków poczucia sprawczości i odpowiedzialności za jakiekolwiek dobro wspólne – a takim jest przecież przyroda. Jacek Bartmiński wskazuje, że „Powodem lekceważenia dziedzictwa przyrodniczego jest (…) brak głębszego zakorzenienia w polskiej kulturze i zanik wspólnoty na poziomie ponadlokalnym. Czułe i troskliwe podejście do zasobów przyrodniczych jest często ukazywane jako fanaberia lub działanie na pokaz, sponsorowane przez bliżej nieokreślone środowiska jakoby wrogie krajowi”. Jako przykłady wymienia: wyręby prowadzone w Puszczy Białowieskiej, w obszarze 219a w Bieszczadach (Stuposiany) oraz rozpowszechniony proceder wyrębu zabytkowych alej wzdłuż starych traktów i dróg.

Różnice w stosunku Polaków do dziedzictwa przyrodniczego wynikają w dużej mierze, jak przedstawia Katarzyna Bańkowska, z różnic we „wzorcach kulturowych, które zaszczepiono nam podczas wychowania. Jeśli wzrastaliśmy w atmosferze poszanowania dziedzictwa – czy to materialnego czy pozamaterialnego, to stanowi ono dla nas wartość samą w sobie”. „Jeśli popatrzymy na historię działań prośrodowiskowych w naszym kraju, to Polska w tym względzie ma dość dobre podwaliny” – uzupełnia wypowiedź autorka. „Etap gdy w Europie tworzyły się pierwsze ruchy mające na celu konserwującą ochronę zabytków i przyrody to etap, gdy my byliśmy pod zaborami, ale nawet wtedy czynnie uczestniczyliśmy w tym procesie. Jako kraj mieliśmy już wtedy pewną tradycję chronienia wybranych gatunków roślin i zwierząt – jeszcze z czasów władzy królewskiej, mieliśmy także pośród swych rodaków wybitnych badaczy i przyrodników, którzy tworzyli zręby ustawodawstwa mającego ułatwić ochronę przyrody po odzyskaniu niepodległości. Odradzanie się państwowości polskiej zbiegło się z pierwszymi sformalizowanymi aktywnościami w celu upowszechnienia ochrony środowiska także wśród dzieci szkolnych. Co ważne, ochrona dziedzictwa przyrodniczego była wówczas traktowana na równi z działaniami służącymi podtrzymaniu postaw patriotycznych. Niestety ogrom zniszczeń II wojny światowej spowodował przemianę priorytetów – zniszczenia dotyczyły nie tylko sfery materialnej, ale również kulturalnej i światopoglądowej. Powojenna odbudowa, czy to w wydaniu kapitalistycznym, czy socjalistycznym, nie uwzględniała potrzeby dbałości o środowisko naturalne i zacierała w pewien subtelny sposób zdrowy patriotyzm. To dlatego – podsumowuje Katarzyna Bańkowska – w obecnych rozmowach łatwiej jest przekonać 80-latka o słuszności ochrony dziedzictwa przyrodniczego niż osoby urodzone i wychowane w dobie wyścigu technologicznego”.

Inny aspekt tego zagadnienia naświetla Maciej Sibiński, pokazując, że przyroda jest „dobrem wspólnym, które ciągle w Polsce traktowane jest jak w dobie komunizmu – jako niczyje. Nikt nie czuje się za nie odpowiedzialny i nikt nie odczuwa konkretnej korzyści z istnienia danego parku krajobrazowego/lasu/jeziora czy rzeki. W przeciwieństwie do tego lokalna droga czy zakład przemysłowy łatwo kojarzą się z korzyścią okolicznych mieszkańców”. Jak zauważa MPZ, w Polsce „brakuje ludzi świadomych i myślących przyszłościowo. Zysk i kwestie finansowe też odgrywają zbyt wielką rolę w naszym kraju. A przecież można budować nową infrastrukturę z poszanowaniem przyrody i jej praw. Czasami koszty mogą być większe, ale zysk dla pokoleń dużo wyższy. Powinniśmy się skupić na promowaniu i pokazaniu Europie i Światu, jak wyglądała jeszcze jakiś czas temu dzika przyroda… wiele krajów już takiej nie ma. A może i my zbyt idealistycznie patrzymy na Europę i widzimy tylko rozwój techniczny i wszędobylski konsumpcjonizm? A swoją ojczyznę traktujemy jako kraj zacofany? Wydaje się, że nasze pozorne «zacofanie» powinno być atutem i asem w rękawie, by pokazać Europie, że nie wszystko u nas zniszczyła chemia rolnicza i nadmierny rozwój”.

I w tym kontekście warto przytoczyć głos, który uzmysławia konieczność realizacji wezwania sentencji „działać lokalnie – myśleć globalnie”. „Rozmawiając o Polsce, myślę o dobrych praktykach uniwersalnie” – pisze Mariusz Zatylny. „Polska jest pięknym krajem, ale nie jest odrębną planetą – jest dziedzictwem ludzkości, a nie własnością Polaków. Dlaczego oczekujemy, żeby lasy amazońskie były chronione jako płuca świata (w tym płuca Polski), a sami sobie i sąsiadom generujemy wysoki poziom smogu? To wstyd, że trujemy siebie samych, Europę i Świat. Ekosystemy przecież nie przejmują się w granicami państw narodowych i oddziałują na siebie nawzajem. My jesteśmy ich częścią składową – podmiotem pośród innych podmiotów – ale nadrzędne jest harmonijne zarządzanie bioróżnorodnością i wewnętrznymi zależnościami pomiędzy nimi”.

 

Mamy problem… i co dalej?

Mamy zatem zasadniczy problem ze skrajnie antropocentrycznymi postawami, kieruje nami egoizm, pycha, chciwość i partykularyzm, jesteśmy krótkowzroczni, na bakier ze zdrowym rozsądkiem, oduczeni patriotyzmu i odpowiedzialności za swoją społeczność lokalną… Trzeba temu zaradzić, jeśli chcemy uniknąć dotychczasowych błędów. Jako rozwiązanie tego problemu ankietowani wskazują przede wszystkim: konieczna jest edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja! Przyrodnicza, ekologiczna, etyczna, w zakresie prawidłowego rozumowania itd. Sławomir Brzózek pisze o tym, że brakuje „edukacji ekologicznej i sozologicznej w formalnym systemie kształcenia, który jest tak skonstruowany, że nawet ciężko uzupełnić jest go nieformalnymi elementami edukacji, np. «przeładowanie» programu nauczania i oparcie go o nauczanie przedmiotowe i nałożenie na nauczycieli wielu formalnych i biurokratycznych obowiązków nie daje ani czasu, ani logicznej sposobności na wykorzystanie programów nauczania czy nawet propozycji poszczególnych zajęć tematycznych przygotowanych przez organizacje pozarządowe”. Spojrzenie to uzupełnia Michał Lewicki: „z pewnością ważne jest kształtowanie postaw, uznawania wartości autentycznego poszukiwania alternatywnych rozwiązań chroniących przyrodę, opracowania działań kompensacyjnych w odpowiedniej skali. Ważne jest kształtowanie opinii publicznej, budowanie postaw wiernych Kościoła, świadomości”.

Maciej Sibiński sugeruje: „Warto by wprowadzić formę odpowiedzialności katolików za przyrodę swojego kraju lub regionu (może forma duchowej adopcji to zbyt wiele, ale jednak coś, co uświadomiłoby im wagę problemu i naszą odpowiedzialność)”. Krzysztof Mączkowski z kolei wskazuje na jeszcze jedną rolę zielonego chrześcijaństwa: solidarność ekologiczną. Polegać miałaby ona na tym, że „nie robimy nic i nie zgadzamy się na inwestycje służące wąskiej grupie ludzi, a szkodzące całym społecznościom; budujemy tylko takie inwestycje, które uznają prawa społeczności lokalnych do życia w czystym środowisku; zmniejszamy inwestycje lub rezygnujemy z nich w imię solidarności ze słabszymi, cichymi i będącymi w gorszej sytuacji”.

Opracowała: Anita Ganowicz-Bączyk/ red. śs

1000 Characters left