• Riabinin
  • cop karuzela
  • cytat
  • encyklika karuzela
  • ksizka
  • Czas przemian i nawrócenia ekologicznego trwa nieustannie. Matka Ziemia i myślenie ekologiczne.
  • Przemówienie papieża Franciszka do uczestników spotkania „WIARA I NAUKA: W KIERUNKU COP26”
  • Ekologia encykliki Fratelli tutti
  • Czyńcie Ziemię kochaną! – nowa książka REFA

Piąta wizyta Papieża Franciszka w mieście św. Franciszka rozpoczęła się o 9.00. W bazylice Matki Bożej Anielskiej spotkał się 500 ubogimi z różnych części Europy w związku z obchodami Światowego Dnia Ubogich. „Słyszy się, że odpowiedzialność za ubóstwo ponoszą ubodzy – mówił. To zniewaga. By nie robić rachunku sumienia z grzechów, niesprawiedliwych praw i rozporządzeń ekonomicznych, hipokryzji chcących wzbogacić się ponad miarę, zrzuca się winę na barki najsłabszych”. Niech nigdy nie zabraknie wolności i chleba – modlił się papież. U nas pełny tekst papieskiego przemówienia z przesłaniem ekologii społecznej.

Przed wejściem do bazyliki Matki Bożej Anielskiej papież otrzymał płaszcz i kij pątnika jako symbole pielgrzymki do miejsc związanych ze świętym Franciszkiem. Po modlitwie w kaplicy Porcjunkuli słuchał świadectw ubogich, bezdomnych i uchodźców z Francji, Hiszpanii, Polski, Afganistanu i Iraku. Sebastian, 37-letni Polak, od 2007 roku bezdomny wychowywał się w katolickiej rodzinie. W wieku 16 lat spróbował narkotyków i alkoholu. Wtedy, jak dodał, rozpoczęły się jego kłopoty z prawem i przestał odróżniać dobro od zła. Wyznał, że nie pomagały terapie ani odwyk. „Bóg postawił na mojej drodze osoby z Dzieła Pomocy Świętego Ojca Pio. Na początku podchodziłem z dużym dystansem, miałem swoje przekonania w głowie, towarzyszyły mi upadki, ale w gruncie rzeczy nie chciałem tak żyć. Wielokrotnie przechodziłem obok szczęśliwych ludzi na ulicy, rodzin, kościołów. W końcu przyznałem się sam, że nie dam sobie rady” – wspominał. Dodał: „Stanąłem przed Bogiem takim, jakim jestem. Błagałem, żeby Bóg dał mi nowe życie. Nienawidziłem siebie, teraz się akceptuję. Dzięki Bogu chcę zmieniać swoje życie. Dziś czuję się wolnym człowiekiem, który patrzy na siebie i innych ludzi przez pryzmat Bożej miłości” – podkreślił Sebastian.

Starszy Afgańczyk opowiadał, że jego synowie współpracowali z włoskim kontyngentem wojskowym, który stacjonował w jego kraju. Jeden z jego synów został zabity przez talibów. Mężczyzna płacząc, wyznał, że martwi się o synów i córki, którzy pozostali w Afganistanie. Młoda Afganka Farzaneh mówiła papieżowi: „dorastałam w społeczeństwie patriarchalnym i mizoginistycznym, które zablokowało moje marzenia i aspiracje. Teraz jestem we Włoszech, by stanąć mocno na nogach i robić kroki naprzód. Zostawiłam moją ziemię, ale moja dusza jest tam, jestem z dziewczętami z akademika uniwersytetu w Kabulu, które nie mogą iść na uczelnię, same kupić chleba, bawić się”.

Po wysłuchaniu świadectw Franciszek położył w przemówieniu nacisk na to, że „najbardziej ewangelicznym” wezwaniem jest to, by przyjmować tych, którzy potrzebują pomocy. Prezentujemy jego pełną treść w naszym przekładzie. W czasie swej pielgrzymce papież odwiedził też klaryski w Asyżu.

 

DZIEŃ MODLITWY I ŚWIADECTWA Z OKAZJI ŚWIATOWEGO DNIA UBOGICH W ASYŻUDZIEŃ MODLITWY I ŚWIADECTWA Z OKAZJI ŚWIATOWEGO DNIA UBOGICH W ASYŻU

PRZEMÓWIENIE JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚCI PAPIEŻA FRANCISZKA 

Drodzy Bracia i Siostry, dzień dobry!

Dziękuję za przyjęcie mojego zaproszenia – byłem gościem! – by świętować tutaj w Asyżu, mieście św. Franciszka, V Światowy Dzień Ubogich, który będzie obchodzony pojutrze. To pomysł, który wyszedł od Was, rozrósł się i oto mamy piątą edycję. Asyż nie jest taki jak inne miasta: Asyż nosi odcisk twarzy św. Franciszka. Tylko pomyśleć, że przeżył swoją niespokojną młodość na tych ulicach, otrzymał wezwanie do życia zgodnie z Ewangelią, co do joty. On stanowi dla nas fundamentalną lekcję. Pod pewnymi względami jego świętość przyprawia nas o dreszcze, ponieważ naśladowanie go wydaje się niemożliwe. Ale kiedy rozważamy opowieści o jego życiu, te „małe kwiatki”, które zostały zebrane, aby ukazać piękno jego powołania, czujemy się pociągani jego prostotą serca i prostotą życia: to jest właśnie atrakcyjność samego Chrystusa i Ewangelii. To są rzeczywiste fakty z jego życia, które są warte więcej niż kazanie.

Chciałbym przypomnieć jeden z nich, który dobrze wyraża osobowość Biedaczyny (por. Kwiatki św. Franciszka, rozdz. 13: Źródła franciszkańskie, 1841–1842). On i brat Masseo wyruszyli w podróż do Francji, ale nie zabrali ze sobą zapasów. W pewnym momencie musieli zacząć prosić o jałmużnę. Franciszek poszedł w jedną stronę, a brat Masseo w drugą. Ale, zgodnie z opowieścią, Franciszek był niskiego wzrostu i ci, którzy go nie znali, brali go za „włóczęgę”, natomiast brat Masseo „był wysokim i przystojnym mężczyzną”. Franciszkowi udało się więc zdobyć kilka kawałków czerstwego chleba, podczas gdy brat Masseo otrzymał kilka pięknych kawałków chleba.

Kiedy obaj spotkali się razem, usiedli na ziemi i położyli to, co zebrali, na kamieniu. Widząc kawałki chleba, które zebrał jego brat, Franciszek powiedział: „Bracie Masseo, nie jesteśmy godni tak wielkiego skarbu”. Brat, zdumiony, odpowiedział: „Ojcze Franciszku, jak możesz mówić o skarbie, gdy panuje takie ubóstwo i brakuje nawet tego, co niezbędne?.” Franciszek odpowiedział: „Właśnie to uważam za wielki skarb, że nie ma nic poza tym, co otrzymaliśmy od Opatrzności, która dała nam ten chleb”. Oto nauka, którą daje nam św. Franciszek: umieć zadowolić się tym, co mamy, i dzielić się tym z innymi.

Jesteśmy tutaj w Porcjunkuli, w jednym z małych kościołów, które św. Franciszek miał zamiar odnowić po tym, jak Jezus poprosił go o „naprawienie swojego domu”. W tamtym czasie nigdy by nie pomyślał, że Pan prosi go, aby oddał swoje życie, aby odnowić nie kościół zbudowany z kamienia, ale ten składający się z osób, mężczyzn i kobiet, którzy są żywymi kamieniami Kościoła. A jeśli jesteśmy tutaj dzisiaj, to właśnie po to, by uczyć się z tego, co czynił św. Franciszek. Lubił dłużej pozostawać na modlitwie w tej kaplicy. Trwał w ciszy i przyjmował postawę słuchania, słuchał tego, czego chciał od niego Bóg. Po to również przybyliśmy tutaj: chcemy prosić Pana, aby wysłuchał naszego wołania, wysłuchał naszego wołania i przyszedł nam z pomocą. Nie zapominajmy, że pierwszą marginalizacją, z powodu której cierpią ubodzy, jest marginalizacja duchowa. Na przykład wiele osób i wielu młodych znajduje trochę czasu, aby pomóc biednym i przynieść im jedzenie i gorące napoje. To bardzo dobrze i dziękuję Bogu za ich hojność. Ale szczególnie cieszę się, gdy słyszę, że ci wolontariusze zatrzymują się na trochę i rozmawiają z ludźmi, a czasem modlą się razem z nimi… Zatem nawet nasze przebywanie tutaj w Porcjunkuli przypomina nam o towarzystwie Pana, że On nigdy nie zostawi nas samych, towarzyszy nam zawsze, w każdym momencie naszego życia. Pan dzisiaj jest z nami. Towarzyszy nam w słuchaniu, modlitwie i składanych świadectwach: On to jest z nami.

Jest jeszcze jeden ważny fakt: tu, w Porcjunkuli, św. Franciszek przyjął św. Klarę, pierwszych braci i wielu ubogich, którzy do niego przybyli. Otrzymał ich po prostu jako braci i siostry, dzieląc się z nimi wszystkim. Jest to najbardziej ewangeliczny wyraz, do którego przyjęcia jesteśmy wezwani: gościnność. Gościnność oznacza otworzyć drzwi, drzwi naszego domu i drzwi naszego serca, aby pozwolić wejść osobie, która puka. I aby poczuła się mile widziana, nie zawstydzona, lecz by czuła się swobodnie. Tam, gdzie istnieje prawdziwe poczucie braterstwa, przeżywa się także szczere doświadczenie gościnności. Natomiast tam, gdzie jest strach przed drugim człowiekiem, pogarda dla jego życia, rodzi się odrzucenie lub co gorsza – obojętność: odwracanie wzroku. Gościnność rodzi poczucie wspólnoty; odrzucenie przeciwnie – zamyka we własnym egoizmie. Matka Teresa, która gościnną posługę uczyniła swoim życiem, zwykła mawiać: „Jakie jest najlepsze powitanie? Uśmiech”. Uśmiech. Dzielenie się uśmiechem z kimś w potrzebie przynosi dobro obu stronom – mnie i tej drugiej osobie. Uśmiech jako wyraz sympatii, czułości. A wtedy uśmiech cię wciąga i nie możesz odwrócić się od osoby, która się do ciebie uśmiechnęła. Dziękuję wam, ponieważ przybyliście tu z wielu różnych krajów, aby przeżyć to doświadczenie spotkania i wiary.

Dziękuję Bogu, który podsunął nam tę ideę Dnia Ubogich. Pomysł zrodził się w dość dziwny sposób, w zakrystii. Miałem odprawić mszę świętą i jeden z was – ma na imię Étienne – znacie go? On jest enfant terrible – zasugerował mi: „Zróbmy Dzień Ubogich”. Wyszedłem na zewnątrz i poczułem, że Duch Święty w środku każe mi to zrobić. Tak to się zaczęło: od odwagi jednego z was, który ma odwagę iść naprzód. Dziękuję mu za jego wieloletnią pracę i za pracę tak wielu, którzy mu towarzyszą. I chciałbym podziękować kardynałowi [Barbarinowi] za jego obecność: jest wśród ubogich, on także z godnością znosił doświadczenie ubóstwa, opuszczenia, nieufności. I bronił się milczeniem i modlitwą. Dziękuję ci, kardynale Barbarin, za twoje świadectwo, które buduje Kościół. Mówiłem, że przyszliśmy, aby się spotkać: to jest pierwsza rzecz, to znaczy iść ku sobie z otwartym sercem i wyciągniętą ręką. Wiemy, że każdy z nas potrzebuje drugiego i że nawet słabość, jeśli jest przeżywana razem, może stać się siłą, która uczyni świat lepszym. Obecność ubogich jest często postrzegana jako uciążliwość i jest znoszona. Czasami słyszymy, że odpowiedzialni za ubóstwo są sami ubodzy! Kolejna zniewaga. Aby nie przeprowadzać poważnego rachunku sumienia z własnych czynów, z niesprawiedliwości pewnych praw i środków ekonomicznych, rachunku sumienia z hipokryzji tych, którzy chcą się nadmiernie wzbogacić, winę zrzuca się na tych, którzy są najsłabsi.

Nadszedł raczej czas, aby ubodzy odzyskali głos, ponieważ zbyt długo ich prośby pozostawały niewysłuchane. Nadszedł czas, aby otworzyć oczy i zobaczyć stan nierówności, w jakim żyje wiele rodzin. Nadszedł czas na zakasanie rękawów, aby przywrócić godność poprzez tworzenie miejsc pracy. Czas, by ponownie oburzyła nas rzeczywistość dzieci głodujących, sprowadzonych do roli niewolników, wyrzuconych na brzeg w wyniku katastrofy statku, niewinnych ofiar wszelkiego rodzaju przemocy. Nadszedł czas, by skończyć z przemocą wobec kobiet i by je szanować, a nie traktować jak karty przetargowe. Czas, aby przerwać krąg obojętności, aby na nowo odkryć piękno spotkania i dialogu. Nadszedł czas, by się spotkać. To jest czas spotkania. Jeśli ludzkość, jeśli my, mężczyźni i kobiety, nie nauczymy się spotykać siebie nawzajem, czeka nas bardzo smutny koniec.

Z uwagą wysłuchałem waszych świadectw i dziękuję wam za wszystko, co odważnie i szczerze wyraziliście. Odważnie, ponieważ chcieliście podzielić się tymi rzeczami z nami wszystkimi, nawet jeśli są one częścią waszego osobistego życia; szczerze, ponieważ wyraziliście siebie dokładnie takimi, jakimi jesteście, i otworzyliście swoje serca z pragnieniem bycia zrozumianymi. Jest kilka rzeczy, które szczególnie mi się podobały, i chciałabym je jakoś streścić, aby stały się jeszcze bardziej moje i aby mogły zagościć w moim sercu. Przede wszystkim, dostrzegłem ogromne poczucie nadziei. Życie nie zawsze traktowało was dobrze; wręcz przeciwnie, często pokazywało swoje okrutne oblicze. Marginalizacja, choroby i samotność, brak tak wielu niezbędnych środków – to wszystko nie przeszkodził wam zobaczyć oczami pełnymi wdzięczności tych małych rzeczy, które pozwoliły wam wytrwać.

Wytrwać. To jest drugie wrażenie, które otrzymałem i które pochodzi bezpośrednio z nadziei. Co to znaczy wytrwać? Mieć siłę, aby wytrwać pomimo wszystko. Płynąć pod prąd. Wytrwanie nie jest biernym działaniem, wręcz przeciwnie, wymaga odwagi, aby podjąć nową drogę, która przyniesie owoce. Wytrwać to znaczy znaleźć powody, aby nie poddawać się w obliczu trudności, wiedząc, że nie doświadczamy ich sami, ale razem, i że tylko razem możemy je pokonać. Wytrwać wbrew każdej pokusie, by się poddać i popaść w samotność i smutek. Wytrwać, trzymając się tego małego bogactwa, które możemy mieć. Myślę o dziewczynie z Afganistanu, z jej uderzającym zdaniem: moje ciało jest tutaj, moja dusza jest tam. Trzymając się pamięci, dzisiaj. Myślę o rumuńskiej matce, która mówiła na końcu: ból, nadzieja i brak wyjścia, ale silna nadzieja w jej dzieciach, które jej towarzyszą i odwdzięczają za czułość, którą od niej otrzymały.

Prośmy Pana, aby zawsze pomagał nam odnaleźć pogodę ducha i radość. Tutaj w Porcjunkuli święty Franciszek uczy nas radości, która płynie z postrzegania tych, którzy są blisko nas, jako towarzyszy podróży, którzy nas rozumieją i wspierają, tak jak my jesteśmy dla niego lub dla niej. Niech to spotkanie otworzy wszystkie nasze serca, abyśmy oddali się do dyspozycji innych; abyśmy otworzyli nasze serca, aby nasza słabość stała się siłą, która pomoże nam kontynuować drogę życia, abyśmy przekształcili nasze ubóstwo w bogactwo, którym będziemy się dzielić, i w ten sposób czynili świat lepszym.

Dzień Ubogich. Dziękujemy ubogim, którzy otwierają swoje serca, aby dać nam swoje bogactwo i uleczyć nasze zranione serca. Dziękuję za tę odwagę. Dziękuję ci, Étienne, że byłeś uległy na natchnienia Ducha Świętego. Dziękuję ci za te lata pracy; a także za „upór”, aby sprowadzić papieża do Asyżu! Dziękuję! Dziękuję, Eminencjo, za wsparcie, za pomoc temu ruchowi kościelnemu–- mówimy „ruch”, ponieważ jest on w drodze – i za świadectwo. I dziękuję wam wszystkim. Noszę was wszystkich w moim sercu. I proszę, nie zapomnijcie o modlitwie za mnie, bo mam swoje ubóstwo, na wiele sposobów! Dziękuję.

Bazylika Najświętszej Maryi Panny Anielskiej (Asyż)
Piątek, 12 listopada 2021 r.

tłumaczenie red. REFA

wersja angielska przemówienia dostępna na stronach watykańskich

Gravatar
świetna relacja!

1000 Characters left