Uznawana jako sukces UE umowa handlowa Mercosur to „europejski cynizm” – pisze franciszkanin, teolog i duszpasterz od lat pracujący w Boliwii. I prosi, by spojrzeć na świat jako żywy ekosystem i konkretnymi mieszkańcami, które globalny handel pozbawia przyszłości.
Na zdjęciach widać ciężarówki wyładowane potężnymi pniami drzew, brnące przez błoto amazońskich dróg. Widać las zamieniony w towar, życie sprowadzone do ładunku, który trzeba jak najszybciej wywieźć i spieniężyć. Widać rozjeżdżoną ziemię, kurz, hałas i pustkę po tym, co jeszcze niedawno było żywym ekosystemem.
A obok – eleganckie sale konferencyjne, flagi, garnitury, flesze aparatów i uściski dłoni podczas ceremonii podpisywania umowy między Unią Europejską a Mercosur. Te obrazy nie są sprzeczne. One są dwiema stronami tej samej monety.
Europa uwielbia dziś mówić o ekologii. W miastach takich jak mój rodzinny Kraków wprowadza się Strefy Czystego Transportu, ogranicza ruch samochodów, karze obywateli, moralizuje ich w imię „ratowania klimatu”. Jednocześnie ta sama Europa podpisuje umowy handlowe, które wprost napędzają wycinkę i wypalanie całych połaci Amazonii. To nie przypadkowa hipokryzja — to cynizm wpisany w system. Czyste powietrze dla europejskich metropolii kupione za dym unoszący się nad spalonym lasem po drugiej stronie świata.
Umowa UE–Mercosur oznacza więcej wołowiny i soi na europejskich stołach. A to oznacza więcej pastwisk i plantacji w Ameryce Południowej. Więcej wycinki. Więcej ognia. Więcej ciężkiego sprzętu wdzierającego się tam, gdzie wcześniej były drzewa, rzeki i życie. Na zdjęciach widzimy, jak wygląda ten rzekomy „rozwój”: rozjeżdżone drogi, błoto, maszyny, lasy zamieniane w pastwiska. Amazonia nie znika w raportach i strategiach — ona znika fizycznie, metr po metrze, pień po pniu, dzień po dniu.
Ale skutki tej polityki nie kończą się na ekologii. Każdy transport drewna to także czyjś osobisty koniec świata. Rdzenni mieszkańcy Amazonii nie tracą „zasobów naturalnych” — tracą dom, ziemię przodków, sens życia, kulturę i duchowość. Wypędzeni ze swojego środowiska trafiają na peryferia miast, do slumsów, gdzie zamiast obiecywanego „rozwoju” czeka ich bieda, bezrobocie i społeczna degradacja. Na dziewczyny czeka prostytucja, na chłopaków przemyt narkotyków, gangi i przemoc.
Proszę europejskich decydentów, by spojrzeli w twarze młodzieży z Ascensión i Guarayos — młodzieży, której zostawia się dziś tylko jeden „wybór”: do jakiego miasta wyemigrować, kiedy ich świat zostanie zrównany z ziemią. Zdjęcia ciężarówek z drewnem są w istocie zdjęciami przymusowych migracji, rozpadu wspólnot i cichej, systemowej przemocy. Spójrzcie także w te twarze.
To nie są statystyki ani „koszty uboczne globalnego handlu”. To młodzież z Guarayos — ludzie, którzy mają imiona, marzenia, język, pamięć przodków i prawo do życia w miejscu, w którym się urodzili. Te zdjęcia pokazują godność, spokój i normalność świata, który dziś jest systematycznie demontowany w imię europejskiego komfortu.
Każda nowa umowa, każda ciężarówka z drewnem, każda kolejna plantacja soi zabiera im przyszłość. Nie symbolicznie — realnie. Zabiera ziemię, która daje sens istnienia. Zabiera możliwość pozostania tam, gdzie są ich domy, groby przodków i wspólnota. Zostawia tylko migrację. Do miast, które ich nie chcą. Do slumsów, które ich połkną. Do życia bez korzeni.
Europa udaje, że tego nie widzi. Nakłada „zielone” regulacje u siebie, a jednocześnie importuje produkty wytwarzane dzięki wypalaniu lasów i wywłaszczaniu ludzi. To ekologia na eksport i moralność na pokaz. Brukselskie deklaracje o „zrównoważonym rozwoju” brzmią jak puste slogany, gdy zestawi się je z obrazami Amazonii zamienianej w zaplecze surowcowe dla bogatego świata.
Te fotografie mówią jasno: umowa UE–Mercosur nie jest neutralnym aktem handlowym. To decyzja polityczna, która ma bardzo konkretne ofiary — ludzkie i nieludzkie. Ilekroć w Europie ktoś chwali się „zieloną transformacją”, warto zadać jedno, niewygodne pytanie: czyim kosztem? Bo pozornie czyste ulice europejskich miast nie usprawiedliwiają brudnych rąk, które sięgają po amazoński las.
o. dr Kasper Mariusz Kaproń Ofm
