• Riabinin
  • cop karuzela
  • cytat
  • encyklika karuzela
  • ksizka
  • Czas przemian i nawrócenia ekologicznego trwa nieustannie. Matka Ziemia i myślenie ekologiczne.
  • Przemówienie papieża Franciszka do uczestników spotkania „WIARA I NAUKA: W KIERUNKU COP26”
  • Ekologia encykliki Fratelli tutti
  • Czyńcie Ziemię kochaną! – nowa książka REFA

Nie da się żyć, jeśli się nie przyjmie założenia, że świat jest na swój sposób zwyczajny. Zima mrozi, lato piecze. Listonosz przynosi list, starość doświadczenie. Aby otworzyć drzwi trzeba mieć klucz, a za otwartymi drzwiami jest przedpokój. Oczywiście z upływem lat każdy wie, że listonosz czasem bywa przebranym bandytą, śnieg wali w środku maja, zdarza się, że drzwi trzeba  otwierać dynamitem, a za otwartymi drzwiami zobaczymy czasem solidny mur. Wiemy – bywają katastrofy, ale nie da się żyć czekając na tsunami czy wybuch wulkanu. Trzeba żyć oczekując zwykłego biegu spraw.

 A co myśleć o czasie nam danym – lato 2013 . Czy jest zwykłym biegiem spraw, jeśli  dwa miliony obywateli kraju wyjeżdża, aby żyć za granicą, a na miejscu co czwarty młody człowiek jest bezrobotny, na wizytę u okulisty czeka się trzy miesiące, a zimę przetrzymało tylko dwie trzecie rodzin pszczelich. W rodzinach polskich katastrofalnie ubywa dzieci, a społeczeństwo przestaje czytać i kupować książki. Można przypuszczać – jesteśmy w katastrofie. Co robić? Jak to co? Starać się żyć normalnie, innego sposobu życia nie ma. Ratować co się da, jak to w katastrofie. Pomagać sobie ofiarniej, skuteczniej, z uśmiechem, jak to w katastrofie. A poza tym zdać sobie sprawę, że nie wszystkie katastrofy mają charakter nieszczęścia i grozy. Chyba mamy prawo postawić hipotezę – bywają „katastrofy pomyślne”. Los uśmiecha się do jednostek – zdrowieją z nieuleczalnych chorób, wygrywają kumulacje i główne nagrody, trafiają na cudownych współmałżonków na całe życie, odkrywają w sobie wielkie talenty. Niespodziewane zapaści przemysłu, bankructwa fabryk ratują czasem rzeki przed zatruciem, lasy przed wycięciem. Gdy pojawiają się nowe priorytety ekonomiczne, nowe technologie, nowe idee społeczne, ludzi porzucają zabójcze wobec przyrody plany, to co ogłaszali za konieczne, okazuje się niepotrzebne. Chętnie myślę o wyborze papieża Franciszka – konklawe podarowało nam pozytywną katastrofę, musimy przyswoić sobie ten nowy podmuch młodości Kościoła, jaki przyniósł Argentyńczyk.

Zamiast rozglądać się – kto nas wyciągnie z katastrofy – chcemy czy nie chcemy – uczymy się jak ją zagospodarować. a wzmacniamy się w tym trudzie pewnością, że idą kolejne niespodziewane i głębokie zmiany na lepsze. Przykładów parę, na razie w małej skali – chyba ludzie uwierzyli Albertowi Einsteinowi, bo jemu właśnie przypisuje się znane od pół wieku powiedzenie, że od dnia w którym umrze ostatnia pszczoła, do dnia, w którym umrze ostatni człowiek upłynie tylko cztery lata. Twórca teorii względności nie był pszczelarzem, nie wiemy nawet, czy lubił miód. Wiemy, że umiał liczyć. Pszczelarze na całym świecie alarmują nas od dziesięcioleci. W Polsce w tym roku kolejny alarm – 20 procent rodzin pszczelich nie przetrwało zimy!  Ja jak zawsze drżę o moje zaprzyjaźnione pasieki – o Wielki Las w Puszczy Piskiej, o Pszczelą Wolę za Lublinem, o Kamianną  w Nowosądeckim.

Miliardy na środkach zabijających pszczoły... Fot. Flickr.com/CC/aut.acidpix

   Z mediów dowiadujemy się, że tu i tam ludzie uwierzyli w końcu ekologicznej prognozie Einsteina. Bez miodu można żyć, ale nie bez tej biomasy, która powstaje w wyniku zapylania kwiatów przez pszczoły. W Europie zapylają one 35 % roślin potrzebnych do produkcji żywności, a ich roczną pracę przy zapylaniu wyceniono na 15 miliardów euro. [Polski eksport produkcji rolniczej to 18 mln euro rocznie – ten sam rząd wielkości,] Głównym czynnikiem, który zabija pszczoły i osłabia ich odporność na choroby są środki ochrony roślin – n.p. te, którymi zaprawia się ziarno przed siewem, opryski upraw i drzew.  W kanadyjskiej prowincji Ontario ustalono, że głównym zabójcą są środki z grupy neonikotynoidów używanych do zaprawiania siewnej kukurydzy. Wielkie koncerny chemiczne zarabiają na nich miliardy, a sterowane ślepo prawem maksymalnego zysku, bronione armią wynajętych prawników, nie są skłonne nawet do małego kroku wstecz. Toczy się więc walka z tymi smokami, w Kanadzie, w Europie pojawiają się projekty ustaw stawiających tamy trucicielom.  W instancjach Unii Europejskiej próbuje się przeforsować zakazy używania najgroźniejszych dla pszczół pestycydów. Ale takie korporacje jak Bayer i Syngenta stosują lobbing przeciw tym ustawom, a za oceanem, korporacja związaną z produkcją nasion genetycznie przetworzonych (GMO), Monsanto, o prostu wykupiła firmę Beelogics zajmującą się  badaniem pszczół, gdy ogłoszono wyniki badań o wpływie GMO na te owady. To jest metoda, jeśli ekspert mówi rzeczy nieprzyjemne – kup sobie tego eksperta!

   W Komisji Europejskiej Polska głosowała za zakazem neonikotynoidów, ale niestety w kraju bez podstawy prawnej dopuszczono do obrotu aż 374 szkodliwe dla pszczół środki ochrony roślin, wśród nich neonikotynoidy. Ministerstwo Rolnictwo nie przygotowało w porę aktów  wykonawczych do ustawy o ochronie roślin.

    Inna sprawa – plastikowe butelki po napojach. One też są źródłem zysku dla potężnych korporacji. Czy nas zasypią? Zima przeszła, zobaczcie – leżą wszędzie. Niby słychać, że jednocześnie rozwijają się inicjatywy szukające sposobu, aby coś z tych butelek robić – meble, tkaniny, biżuterię. Czy te pomysły ogarniają chociaż ćwierć promila tych śmieci? Nie, ale problem postawiono, strach uruchamia myślenie. Nasze opalane węglem i węglem brunatnym elektrownie to technologiczny skansen. Europa patrzy na nie wrogo, bo niszczą atmosferę siarką, azotem, tlenkiem węgla, pyłami. Nie da się bez końca wykręcać od kar, płacimy je wszyscy kosztem płac, emerytur, nakładów na służbę zdrowia. Ale coś się dzieje, za mało, bo za mało.  Myśl wystraszona  szuka alternatywnych źródeł energii – przypływy morza, wichry kręcące wiatraki, gaz z łupków, spiętrzenia wód, ciepło głębi ziemi – to ciągle niedoskonałe, za drogie, trudne w eksploatacji rozwiązania, ale poszukiwania trwają. Wiadomość z Portugalii – są już pierwsze próbne instalacje zmuszające ruch uliczny do produkowania energii, deptanie pieszych, koła pojazdów – to wszystko udaje się zaprząc do roboty. Wiadomo, szaleństwo, nie tędy droga, ale też sygnał – szukają, próbują, kombinują. Zacząłem pisać ten felieton, a właśnie młodzi skończyli pisać egzaminy maturalne. Przed nimi studia, potem praca – ale nie dla wszystkich. Rośnie lawinowo liczba bezrobotnych w wyższym wykształceniem. Co to znaczy? Nasza zła organizacja pracy wyłącza z twórczej myśli nad przyszłością setki tysięcy głów, z twórczego przygotowania „pozytywnych katastrof” – przełomowych wynalazków technicznych, organizacyjnych, społecznych. W wielu pismach, w wielu środowiskach powraca pytanie: „Jak mamy realizować marzenie nowego następcy św. Piotra o „Kościele ubogim i dla ubogich”? Jak z nim współpracować w tym dziele?” Nieśmiało myślę, że najpilniejsze u nas, w Polsce, u nas w Europie, jest poszerzenie wezwania Ewangelii. Nie tylko „Byłem głodny, a daliście mi jeść”, ale również „Byłem bezrobotny, a daliście mi pracę.”

Piotr Wojciechowski dla portalu Święto Stworzenia

1000 Characters left