liścieNajnowsze badania opublikowane w „Biological Reviews” przez biologów z Uniwersytetu Hawajskiego w Manoa i Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu wskazują, że obecne wymieranie gatunków jest 100 do 1000 razy szybsze niż wymieranie „bazowe”, czyli zapewniające równowagę trwania. Niepewni jutra słuchamy naukowców – dowiadujemy się od nich, że wiemy prawie wszystko, co trzeba, aby odwrócić katastrofę, którą biolodzy nazywają „szóstym wielkim wymieraniem gatunków”. Dowiadujemy się, że nauka i technologia dokonały wyliczeń, wynalazły narzędzia i doskonalą je. Dlaczego jednak z nich nie korzystamy?

W środowiskach ekologów pojawił się nowy termin na określenie współczesności – mówi się o „szóstym wielkim wymieraniu gatunków”. Na razie najszybciej znikają gatunki bezkręgowców – ślimaków i mrówek. Te alarmujące dane komentuje optymistycznie prof. Robert Cowie z Hawajów: „Ludzie są jedynym gatunkiem zdolnym do manipulowania biosferą na dużą skalę. Nie jesteśmy kolejnym gatunkiem ewoluującym w obliczu wpływów zewnętrznych. Przeciwnie jesteśmy jedynym gatunkiem, który ma świadomość wyborów dotyczących naszej przyszłości i bioróżnorodności Ziemi”.

Niestety, jest sporo przemilczeń i przesady w tej opinii. Po pierwsze my też jesteśmy jednym z gatunków zagrożonych wyginięciem. To fakt, moglibyśmy ratować się, „manipulując biosferą na dużą skalę”, ale nasza świadomość jest ciągle zbyt mała, abyśmy dokonywali właściwych wyborów. Małe decyzje pojedynczych ludzi są ważne, ale nie wystarczają. Gatunek nie zdobył się jeszcze na mechanizmy ratunkowe w skali globu – skuteczne i solidarne. Wyborcy nie potrafią skłonić decydentów do podjęcia takich decyzji – to nie oni rządzą polityką.

W październiku minionego 2021 roku brytyjski premier Boris Johnson ogłosił zwycięsko „Strategię Zero Netto”. Poprzez inwestycję 90 miliardów funtów ma uzyskać to, że jego kraj nie będzie emitował niszczących klimat „gazów cieplarnianych”. Stanie się to już w 2050 roku! A do tego czasu inwestycje zapewnią setki nowych miejsc pracy. To typowe „gruszki na wierzbie”. Obietnica miejsc pracy umocni ten rząd na dziś, lecz co będzie za 30 lat? Kto wie?

Polityką rządzą ekonomia, wielkie banki i korporacje. A tylko ekonomia może dać partiom pieniądze na zwycięskie kampanie wyborcze. I tylko ekonomia może zapewnić armiom broń z amunicją, benzynę, szpitale polowe. Wielkie decyzje – a więc także wielkie decyzje dotyczące ekologii – zależą od polityków, to oni mianują ministrów ochrony środowiska, decydują o gospodarce energetycznej, programach szkół. Bez udziału ministrów i parlamentu nie powstaną nowe parki narodowe, systemy zapobiegające powodziom. Tam ucierają się decyzje o zamykaniu kopalń. Rządy ekonomii, posunięcia polityczne, wybory – to wszystko nie odbywa się w próżni czy w hermetycznej bańce, to odbywa się w środowisku naturalnym. Z ziemią pod stopami, z powietrzem nad głową, z taką a nie inną żywnością na talerzach polityków i ekonomistów. Ekologia ma wpływ na urodzaje rolnictwa, zdrowie ludności, katastrofy tajfunów, suszy, podnoszenia się poziomu wód w oceanie światowym. W tym skomplikowanym węźle przyczyn i skutków, w tej grze, która za stawkę ma życie przyszłych pokoleń, gubimy się, popadamy w zwątpienie. Pytamy: co możemy zrobić, jeśli nie jesteśmy „wielkimi decydentami”?

Po pierwsze, możemy przy urnie wyborczej dać sygnał „wielkim decydentom”. Co jednak ważniejsze, w naszej mocy jest utrwalenie przekonań, że ekologia zaczyna się od obrony miłości i życia. Niech umacniają się wspólnoty ukierunkowane na ochronę życia poczętego, ale także niech pogłębia się w nich wiara w Tego, który jest Miłością. Miłość dwojga ludzi jest skarbem dla całej wspólnoty i polisą ubezpieczeniową dla dziecka, które się z tej miłości urodzi. Dopóki wśród nich miłość nie umiera, dziecko jest bezpieczne. Koniec miłości to początek tragedii, czyjegoś lęku, czyjegoś cierpienia. Kto ratuje życie, ratuje świat – to musi być początek chrześcijańskiej ekologii.

Miłość – to od niej zależą także te małe decyzje dotyczące troski o zieleń i drzewa, segregowania śmieci, sposobu żywienia, wyboru środków transportu, małych codziennych inwestycji (np. dom czy mieszkanie w bloku, ogrzewanie gazem czy elektrycznością, śmiecie w starym piecu czy trzy swetry na grzbiet). Wiemy, że jazda rowerem jest ekologiczna, że jedzenie mięsa ma zły wpływ na klimat, skutkuje wycinaniem lasów, że lepiej służy środowisku jedzenie fasoli i soczewicy. Podejmujemy nasze małe decyzje, gdy patrzymy w portmonetki i portfele, pytając siebie – co z tego ma sens, co jest najważniejsze. Pamiętamy jednocześnie, że sens naszych małych decyzji może być z dnia na dzień zachwiany czy unicestwiony przez krach na giełdzie, przez jeden ministerialny podpis na górze, przez międzynarodowy układ, przez jeden głos w parlamentarnym głosowaniu.

Niepewni jutra słuchamy naukowców – dowiadujemy się od nich, że wiemy prawie wszystko, czego trzeba, aby odwrócić katastrofę, którą biolodzy nazywają „szóstym wielkim wymieraniem gatunków”. Dowiadujemy się, że nauka i technologia dokonały wyliczeń, wynalazły narzędzia i doskonalą je. Nie wykorzystujemy jednak wyliczeń, nie sięgamy po narzędzia. I wciąż czekamy. Nie podejmujemy wielkich decyzji co do głębokiej przemiany cywilizacji. Prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery, dyrektor Instytutu Geofizyki UW, niedawno wystąpił w dostępnym w Internecie filmie „Można panikować” w reżyserii Jonathana L. Ramseya. Wyjaśnia w nim, dlaczego ludzkość nie korzysta ze zdobyczy nauki. Nie mamy wiedzy, mamy poglądy – twierdzi prof. Malinowski. Wykazuje, że pozwalamy sobie na ignorowanie wiedzy, aby konsumować, cieszyć się komfortem, jeździć dużymi samochodami. „Dalej budujemy wielkie autostrady, superporty lotnicze, nie dbamy zupełnie o bezpieczeństwo żywnościowe, o bezpieczeństwo energetyczne”.

Trudno sobie wyobrazić zwrot cywilizacyjny w skali globalnej, wiadomo, że dla wielu będzie to znaczyło – żyć biedniej, wyrzec się dotychczasowego stylu życia. Ostatecznie zadecydują wyborcy, ale potrzeba czasu na ich edukację i nawrócenie. Mózgi wyborców potrafią śledzić szybkie zmiany, zmiany rządów, zmiany mody, zmiany kursów walut, cen pieczywa i mięsa. Potrafimy dawać odpowiedzi na te zmiany, demonstrujemy, zmieniamy preferencje wyborcze. Zmiany ekologiczne przychodzą powoli, wiele z nich trudno zaobserwować. Jadąc przez most, widzę, że Wisła wysycha. Mamy czas. Czytam o pożarach lasów w Hiszpanii, Grecji, Kalifornii, Australii. To daleko. A wymieranie ślimaków i mrówek na Hawajach? Kogo to obchodzi?…

Niech obejdzie, niech obudzi się wyobraźnia i solidarność. Uwierzmy naukowcom, że kryzys już jest. I uwierzmy papieżowi Franciszkowi, który do elit politycznych świata pisał: „Wiemy, że z kryzysu nie wychodzi się takim samym. Wychodzimy z niego lepsi, albo gorsi. Musimy zadbać o to, aby środowisko było czyste, nienaruszone, chronione. Musimy dbać o przyrodę, aby przyroda mogła dbać o nas. Różnorodność biologiczna naszej planety znika z powodu ludzkiej aktywności”.

 

Piotr Wojciechowski