• Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Klimatyczny apel papieża i moja odpowiedź

Ekodokumenty Kościoła zawierają liczne kwestie otwarte i pytania. Weronika Felcis, socjolożka i ewaluatorka, członkini REFA, próbuje na niektóre dać swoją odpowiedź z perspektywy profesjonalistki i naukowczyni, z perspektywy mamy i żony w rodzinie wielodzietnej oraz odpowiedź z punktu widzenia katoliczki. Warto poznać te odpowiedzi i zastanowić się nad swoją…

Świat od czasu Laudato si’

W 2015 r., kiedy papież Franciszek opublikował encyklikę Laudato si’, mieliśmy jeszcze wielkie nadzieje. Porozumienie paryskie w niedługim czasie miało pomóc w znaczący sposób ograniczyć emisje dwutlenku węgla i – krótko rzecz ujmując – nie wyciągać zapałek, gdy zauważamy poważny wyciek gazów cieplarnianych w Naszym Domu. Potem pojawiła się Greta Thunberg i masowe, globalne strajki klimatyczne – Młodzież dla Klimatu, Rodzice dla Klimatu, Extinction Rebellion etc. Wydawało się, że tak jak pisze papież w swojej najnowszej adhortacji Laudate Deum, ludzie zrozumieli, że muszą masowo wywierać nacisk na polityków, aby zostawić bezpieczny świat kolejnym pokoleniom.

Wraz z moim łotewskim mężem przeprowadziłam się do jego ojczyzny w ramach europejskiego stypendium na temat zrównoważonego rozwoju we wspólnotach lokalnych. Prowadziliśmy warsztaty dla młodzieży z Laudato si’, udzielaliśmy wywiadów na jej temat, ukończyliśmy kursy permakultury i przeprowadziliśmy się na wieś. Wszystko, by lepiej zintegrować w naszym życiu to, o czym czytaliśmy w publikacjach naukowych, i to, o czym pisał Franciszek.

A potem przyszła pandemia COVID-19 i nagle cały świat zamarł. Znacznie częściej zaczęliśmy rozmawiać o mental health, a nie o planet health. I choć na początku sami szyliśmy dla siebie maseczki, wkrótce okazało się, że śmieci i odpadów jest coraz więcej mimo naszych licznych kwarantann. Pandemia zostawiła na nas wszystkich trwałe piętno zmęczenia, zniechęcenia i zorientowania na sprawy wyłącznie nam najbliższe; poczucie, że wciąż potrzebujemy więcej czasu, by zregenerować siły. A jednocześnie udowodniła, że niezwykle łatwo wstrzymać i zdemobilizować nawet największe społeczne wysiłki. I wydaje się, że wróciliśmy do czasów szalonej konsumpcji dla podniesienia nastrojów życia w ciągłym stresie, w okolicy jest tylko kilka sklepów ekologicznych więcej… Pandemia, choć teoretycznie dawała szanse na poważne transformacje społeczne i ekonomiczne, tak jak po kryzysie 2008 r., została zapomniana, a my wróciliśmy do swojego business as usual.

I w tej sytuacji, po ośmiu latach, zastaje nas papież z adhortacją Laudate Deum. Pisze wprost, że wraca z nowymi danymi na temat tego, jak degradujemy systemy podtrzymujące życie na Ziemi, bo niepokoi go, że ignorujemy naukę i zobojętnieliśmy na ten alarmujący ton.

Papież po raz kolejny zdecydowanie staje po stronie nauki

Pontyfikat Franciszka jest niezwykły, a ja błogosławię Boga za to, że mogę obserwować zmiany następujące w Kościele. Znając tak wiele innych, przedfranciszkowych encyklik i adhortacji, ton i styl najnowszego dokumentu zadziwiają. Papież nie zakrywa się teologią, górnolotnymi, uduchowionymi frazami, ale wprost, zwyczajnym językiem, bez naukowych grafów i skomplikowanych wyliczeń, podkreśla, że mimo usilnych starań ośmieszania lub ignorowania naukowców sytuacja naszej planety staje się coraz bardziej ekstremalna. Posługuje się wiedzą interdyscyplinarną, rozlicza nas z powątpiewań, próby równoważenia perspektyw, prześlizgiwania się po temacie. Stawia temat jasno. Dalej degradujemy ziemię, zrzucamy największe jarzmo cierpień na najuboższych i zagrażamy własnemu istnieniu w perspektywie kolejnych pokoleń. Przyznaje, że nie jest to sprawa „zielona”, tylko dla ekologów. Warto uświadomić sobie, że to właśnie Laudato si’ przerwało w Kościele (przynajmniej w naszym regionie) takie właśnie lekceważące podejście do spraw ekologicznych i osób mocno w te sprawy zaangażowanych.

Sednem problemu według papieża jest paradygmat technokratyczny, który orientuje nas, a więc i systemy ekonomiczny, finansowy i społeczny (relacyjny), w których operujemy, na maksymalny zysk przy minimalnym wysiłku oraz ignorowaniu trwałości i etyczności źródła zasobów. Franciszek zwraca na uwagę na: 1) wpływ kolonizacji, 2) mądrość kultur rdzennych i 3) to, że my sami jesteśmy częścią świata przyrody i jesteśmy od niej zależni. Papież nie podkreśla nagminnie, jak to było dotychczas, że jesteśmy koroną stworzenia, ale uwydatnia, że iluzoryczna merytokracja prowadzi do niesprawiedliwego uzasadniania przywilejów bogatych i do obwiniania ubogich za ich sytuację. Te trzy zwroty, moim zdaniem, w historii Kościoła są zupełnie nowe. Bardzo jasne opowiedzenie się głowy Kościoła katolickiego po stronie ludności historycznie pokrzywdzonej przez tę instytucję jest rewolucyjne, bo wciąż wielu z nas pamięta raporty z katolickich szkół kanadyjskich czy afrykańskich mówiące o niedawnych jeszcze ranach brutalnego wykorzeniania kulturowego i seksualnego w XX w.

Poprzez historyczne przedstawienie słomianych wysiłków światowych konferencji klimatycznych Ojciec Święty stara się wskazać, że dyplomacja międzynarodowa musi zostać zrewolucjonizowana, gdyż dotychczas wyraźnie uznano, że paliwa kopalne dostarczają jeszcze 80 procent światowej energii i że ich zużycie nadal rośnie. Jednocześnie mocno niepokoją papieża zagrożenia dotyczące wrażliwości danych elektronicznych, które znajdują się w rękach nielicznej grupy i dają władzę, jakiej dotąd nie znaliśmy – „niezwykłe panowanie nad całym rodzajem ludzkim i nad całym światem. Ludzkość nigdy nie miała tyle władzy nad sobą samą, i nie ma gwarancji, że dobrze ją wykorzysta, zwłaszcza biorąc pod uwagę sposób, w jaki się nią posługuje” (LD 23).

Moja odpowiedź z perspektywy profesjonalistki i naukowczyni

Papież jasno tłumaczy, że to już nie jest czas, w którym moralnie uzasadnione może być kierowanie się w sferze zatrudnienia wyłącznie zyskiem finansowanym dla budowania bezpieczeństwa ekonomicznego swojej rodziny. Wyzwaniem na miarę naszych czasów jest szukać prawdy. Doświadczać piękna. Pracować na rzecz sprawiedliwości społecznej. Papież pisze, że konieczne jest świadome budowanie globalnych mechanizmów w odpowiedzi na wyzwania środowiskowe, zdrowotne, kulturowe i społeczne, zwłaszcza w celu umocnienia poszanowania najbardziej podstawowych praw człowieka, praw społecznych i troski o wspólny dom. Podkreśla, że indywidualne działania nie mają takiej mocy jak systemowe, za które odpowiadają instytucje polityczne na poziomie krajowym i międzynarodowym, ale one właśnie tworzą podwaliny transformacji mentalnych i ostatecznie kulturowych. Nie możemy jednocześnie zapomnieć, że brak wojny to jeszcze nie pokój, a brak konfliktu to jeszcze nie wspólnota. Konieczny jest zatem wysiłek każdego na rzecz budowania pokoju i żywotnej wspólnoty.

Moja odpowiedź z perspektywy mamy i żony w rodzinie wielodzietnej

Papież uspokaja mnie, gdy mówi, że diagnozy apokaliptyczne są nierozsądne lub często nieuzasadnione. Kto jak to, ale głowa Kościoła katolickiego chyba zna się na Apokalipsie… Żarty żartami, ale moim założeniem jest to, że decyzja o chęci posiadania dzieci łączy się ze świadomym wysiłkiem budowania przed nimi pozytywnego obrazu świata, który będą kochać i o który będą dbać, a nie którego będą się bać i uważać, że jest bezsensowny, a własne życie i tak przegrane. Jednocześnie o wiele za często mamy ambicje, by przejąć odpowiedzialność nad bezpieczeństwem ich życia. Nasze oszczędności na ich dyplomy, inwestycje w nieruchomości czy marzenia co do zawodów nie przyniosą nigdy lepszych rezultatów niż nauczenie ich niezbywalnych wartości, krytycznego myślenia i współpracy w podejmowaniu działań. To jednak wymaga codziennego bycia dla nich żywym przykładem zastosowania tych zasad.

Moja odpowiedź jako katoliczki

Do trzech spraw papież w żaden szczegółowy sposób się nie odnosi: 1) do szczególnej, znacznie gorszej sytuacji kobiet i dzieci; 2) do epidemicznego wręcz zwierzobójstwa w przemyśle żywieniowym, na który przymykamy oko oraz 3) do zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją. Ojciec Święty w gruncie rzeczy oględnie mówi w Laudate Deum o nierównościach społecznych, o władzy bogatych, nie zwraca uwagi na to, że cierpienie, ubóstwo i wykorzystanie zazwyczaj mają płeć. Ubóstwo, głód i trauma mają twarze kobiety i dziecka. I to właśnie one nie mają głosu w Kościele katolickim. Jesteśmy zarządzani, o nas się mówi, często troskliwie, a jednak rzadko się z nami rozmawia.

Miejmy nadzieję, że synod o synodalności jest pierwszym krokiem do zmiany. Synod, w który globalnie próbowaliśmy zaangażować się na skraju pandemii, w momencie, gdy dla bardzo wielu młodych pandemia stała się ostateczną gilotyną odcięcia ich od tej instytucji. Czy w Kościele, który wciąż często ignoruje wyzwania dzisiejszego świata i dyskryminuje kobiety pozostaną moje córki, moi synowie? To pytanie jest punktem wyjścia dla wielu działań papieża Franciszka. Doceniam to i wciąż trwam w tej podróży z nim.

Ostatecznie najgłośniej wybrzmiewa we mnie bezpośrednie pytanie zadane każdemu czytelnikowi w adhortacji: „Jaki jest sens mojego życia, jaki jest ostatecznie sens mojego pobytu na tej ziemi, jaki jest ostateczny sens mojej pracy i zaangażowania?” (LD 33).

Weronika Felcis 

Tekst stanowi fragment książki Laudate Deum. Papieża Franciszka walka o klimat.


Please publish modules in offcanvas position.