Uczestnicząc w rozmaitych wspólnotach naprawiamy demokrację nawet o niej nie myśląc. To wobec krajobrazu, rodzin, wspólnot, mamy okazać się „obywatelami kultury” – przez naszą kulturę codziennego bycia. Jest coś takiego, jak „sumienie przechodnia” – które nie minie krzywdy dziecka, każe usunąć kamień z jezdni, zadzwonić po służby awaryjne, gdy coś się popsuło. Czasem na administracji trzeba wymusić, aby administrowała, czasem demokrację trzeba zmusić do szczerego wypełniania nieszczerych obietnic - pisze w kolejnym eseju dla naszego portalu Piotr Wojciechowski.
Uczestniczymy w tym, co jest określane jako „struktury grzechu”, toniemy w chaosie łączącym strefy niedostatku z miliardami utopionymi w towarach, na które nigdy nie będzie popytu. A jednocześnie widzimy, jak ludzie wspomagają się bezinteresownie, często ponosząc ofiary. Ponad egoizmy wyrasta heroizm i miłosierdzie. Na wiatrołomach kiełkują młode drzewa. Siły życia i moc sumień współdziałają, bo pochodzą z tego samego Źródła - pisze w nowym felietonie Piotr Wojciechowski. Publikujemy ten tekst w trakcie trwających obrad COP19, nie znając jeszcze ostatecznych efektów konferencji albo ich braku.
Jesień, pora gromadzenia zasobów, stawiania na półkach weków z kompotami, słoików powideł. Nie poślemy ich ani do Somali ani do obozów uchodźców z Syrii. Ale to jest też czas, aby o głodzie i niedostatku więcej rozmawiać, czytać, myśleć, aby czuć się odpowiedzialnym za to, że bochen światowego chleba źle jest podzielony. Błogosławiony Jan Paweł II zostawił nam nakaz „wyobraźni miłosierdzia”. A Papież Franciszek tęskni, abyśmy byli „dla ubogich.”
A co myśleć o czasie nam danym – lato 2013? Czy jest zwykłym biegiem spraw, jeśli dwa miliony obywateli kraju wyjeżdża, aby żyć za granicą, a na miejscu co czwarty młody człowiek jest bezrobotny, na wizytę u okulisty czeka się trzy miesiące, a zimę przetrzymało tylko dwie trzecie rodzin pszczelich? W rodzinach polskich katastrofalnie ubywa dzieci, a społeczeństwo przestaje czytać i kupować książki. Można przypuszczać – jesteśmy w katastrofie. Co robić? Jak to co? Starać się żyć normalnie, innego sposobu życia nie ma. Ratować co się da, jak to w katastrofie.
Dużo się mówi o klęsce demograficznej, katastrofie spadku urodzin. Dużo, a jednak za mało. Dużo się mówi o polityce rodzinnej, o nikłej pomocy rodzinom. I też za mało się mówi o tym. Podobnie jest z medialnymi rozważaniami o szkole, wychowaniu, katechezie. A trzeba by jeszcze publicznej debaty łączącej te wszystkie sprawy, takiej debaty, która przywołałaby zawarte w pismach błogosławionego Jana Pawła II rozumienie – kim jest człowiek. A także takiej debaty, która zaprosiłaby uczestników do lasu, w góry, na łąki nad Biebrzą i Bugiem, na wzgórza Gór Izerskich, na plaże Bałtyku.
Strona 14 z 16
